Alternatywne spojrzenie na wampiryzm młodzieżowy

Jean Valjean

Sam zrobiłem test pt. "Czy jesteś wampirem?". Uzyskałem nieco powyżej 20 punktów. Mojej bliższej znajomej (która nie należy do osób o wyraźnej stabilności życiowej) wybiło równo 80. Gdy oznajmiłem jej, że zgodnie z podanym na www.krew.of.pl - już przekroczenie 55-ciu jest symptomatyczne dla współczesnego wampira - szybko poprosiła mnie o kopię opinii, którą w formie zbioru krótkich refleksji, pisałem właśnie dla pewnej osoby. Oto co napisałem.

Jeśli okręt tonie - załoga nie dywaguje nad kwestią ocalenia. Oczekuje szybkich i konkretnych wskazówek lub rozkazów od kapitana statku.

Podobnie rzecz się ma z młodymi osobami poszukującymi własnej tożsamości. Gdy napotykają ideologię, która niemalże idealnie przystaje do ich osobistych doświadczeń oraz ludzi o podobnej wrażliwości i przeszłości subkulturowej (heavy-metal) - ulegają złudzeniu, że odnaleźli wytłumaczenie własnych problemów, "prawdę o sobie". Nie dostrzegają, że nowa interpretacja rzeczywistości jest znacznie uproszczona i tylko pozornie rozwiązuje ich problemy.

Różnorakie reakcje psychosomatyczne (doświadczane na skutek ćwiczeń koncentracji uwagi, wizualizacji lub pojawiające się bez udziału woli) zyskują zupełnie arbitralną interpretację. Np. odczuwanie zwiększonej ciepłoty ciała i lekkiego mrowienia podczas stanu relaksacji, wpływanie na poczucie ciepła w poszczególnych organach, uzyskiwanie wrażenia zgęstnienia powietrza lub sił odpychających dłonie, itp. - są to normalne reakcje bądź możliwości organizmu.

Związek psychiki z ciałem jest ogromny, o czym przekonani są lekarze stosujący metodę placebo do leczenia niektórych schorzeń, ci, którzy zatrudniają psychologów na oddziałach onkologicznych czy wreszcie naukowcy ogłaszający skuteczność zwykłych odwiertów w czaszce przy leczeniu choroby Parkinsona.

Nakładanie ideologii na zwyczajne zjawiska psychosomatyczne, np: teorii energii pozytywnej lub negatywnej, blokad energetycznych, aury, ciał i tarcz astralnych, itp. raczej nie sprzyja wglądowi we własne trudności. Zdaje się nawet, że je powiększa.

Przyjęcie w okresie dorastania lub przedłużonej adolescencji, ideologii o tożsamości wampira uzależnionego od krwi lub emocji innych osób, również nie rozwiązuje problemów z własną emocjonalnością.

Na podstawie internetowych informacji o "wampirzych" społecznościach w Polsce, można przyjąć, iż większość tzw. "wampirów" to ludzie zdolni do dużej syntonii (emocjonalnego współbrzmienia) lub empatii (emocjonalnego wczuwania się w przeżycia psychiczne innych osób).

Wydaje się, że nagle odkryte "potrzeby wysysania energii lub krwi", jak i "potrzeby posiadania, zdolnego do poświęcenia się, dawcy" mogłyby korelować z wysoce niezaspokojonymi potrzebami emocjonalnymi. W żargonie nazywa się czasem takie osoby "chodzącymi dziurami emocjonalnymi". Niezależnie od tego, ile ciepła, akceptacji i zrozumienia by im dostarczono - i tak wciąż byłoby mało. Ludzie ci nieustannie potrzebują potwierdzania własnej wartości i oddania ze strony osób, które zadeklarowały wobec nich coś więcej niż tylko sympatię.

Nie jest łatwo trwać w związku, w którym jest się wyłącznie eksploatowanym. Jednakże nie musi tak być - "dawca" też na swój sposób otrzymuje zainteresowanie "biorcy", czuje się potrzebny, traktowany w sposób wyjątkowy. Tak tworzy się społeczność oparta na próbach wzajemnego zaspokajania neurotycznych potrzeb.

Komunikowanie się przez internet z ludźmi, którzy w podobny sposób siebie odbierają, spotykanie się w ramach "społeczności" z pewnością łagodzi poczucie osamotnienia, braku akceptacji, zrozumienia. Stąd tak ważna rola internetu - nie tylko jako środka komunikacji z innymi członkami społeczności ale też jako podstawowego narzędzia do praktykowania magii.

Trudno jest nie zauważyć wpływu godzin spędzonych przed komputerem i siecią internetową na sposób myślenia o zjawiskach paranormalnych. Terminologia, jaką posługują się ideolodzy społeczności, wyjaśniając podstawowe wampirze praktyki, przypomina sformułowania żywcem wyjęte z samouczka do korzystania z internetu, na przykład: "link" (połączenie astralne z inną osobą), "link offline", "zbiorowy link", "zignoruj to", "resetuj", "skanowanie aury".

Wydaje się też, że zainteresowanie zjawiskami paranormalnymi w jakimś stopniu może korelować z niepowodzeniami w świecie "normalnym". Znacznie łatwiej jest radzić sobie w przestrzeni wirtualnej, w świecie magii i gier RPG niż w wymiarze rzeczywistym, gdzie tradycyjne próby zaprzyjaźnienia się grożą odrzuceniem, kolejnym zranieniem emocjonalnym.

Wystarczy np. wyrobić sobie (dzięki samotnemu treningowi) umiejętność chronienia się przed wpływami "astralnymi" innych osób za pomocą wyobrażeniowej tarczy. Nawet współżycie seksualne z wybraną osobą można sobie szczegółowo wizualizować, nie ruszając się z łóżka.

Philip Zimbardo pisze, że ci studenci wyższych uczelni, którzy za pomocą technik medytacyjnych systematycznie usiłują przeżywać odmienne stany świadomości, nie tyle izolują się od społeczeństwa co już dawno tkwią poza nim. Ponadto, zbyt częste eksperymentowanie z takimi stanami może doprowadzić nie tylko do zachwiania proporcji między rzeczywistością doświadczaną a wyobrażeniową, ale również do występowania mimowolnych stanów dysocjacyjnych (samorzutnie pojawiające się poczucie odrętwienia, nierealności własnego ciała lub otoczenia, osłabienie zdolności do dłuższej koncentracji uwagi, co może być nawet niebezpieczne podczas np. jazdy samochodem)

Niepokój budzi doświadczanie "objawów abstynencyjnych" w przypadku zbyt długiej wstrzemięźliwości od krwi lub innych substytutów "energii". Oznacza to, że młody człowiek już nie tylko niekonwencjonalnie interpretuje własne niedomogi emocjonalne, ale dość silnie rozbudził inne sztuczne potrzeby, wynikające z przyjęcia "wampirzej" ideologii.

Z perspektywy psychologii rozwojowej można byłoby mówić o negatywnym rozwiązaniu młodzieńczego kryzysu tożsamości, który zakończył się przyjęciem "fałszywej" bądź "wadliwej" tożsamości. W dalszej konsekwencji, taki człowiek nie nawiąże głębszych, satysfakcjonujących relacji z innymi ludźmi - bo w miarę upływu wieku metrykalnego stale w związkach interpersonalnych będzie koncentrował się na szukaniu siebie samego, znajdowaniu potwierdzenia dla swojej tożsamości. Będzie niedojrzały emocjonalnie i niezintegrowany osobowościowo.

Prawdopodobnie dla większości aktualnie zdeklarowanych "wampirów" kontakt ze społecznością to tylko epizod w dalszych poszukiwaniach wsparcia emocjonalnego i tożsamości.

Trudno przewidzieć, jak potoczą się dalsze losy ideologów i starszych społeczności (takich jak np. Lukaru), którzy coraz więcej satysfakcji czerpią nie tyle z silnych, ekstremalnych przeżyć, co z samego faktu kierowania społecznością.

Pojawia się twórczość własna (bądź zaczerpnięta z "The Vampire Church"), opracowywanie programów, ćwiczeń wspomagających kontrolę "wampirzego" potencjału, kodeksów i reguł funkcjonowania społeczności. Samo przekonanie o zdolności do rozróżniania prawdziwych "wampirów" od fałszywych (tzn. nakręconych przez gry RPG) czy "normali" (tzn. zwykłych ludzi), może być dość nobilitujące.

Bycie kimś z lekka przeklętym ale za to członkiem elity też jest w jakiś sposób atrakcyjne - jak było to w przypadku punków, którzy uznali się za śmiecie" tego świata, ale za to z podniesioną głową, zerwali z konwenansami.

Nie można przewidzieć, czy ekscentryczna subkultura (której środowisko raczej hamuje niż przyspiesza proces dojrzewania) przekształci się kiedyś w jakąś totalitarną grupę. Na te pytania wróżka lub policyjny jasnowidz odpowiedzieliby bardziej jednoznacznie niż psycholog.

Jean Valjean