Bioenergo-głupota

Dariusz Pietrek

Do tego artykułu przygotowywałem się bardzo długo. Zaliczyłem liczne pozycje książkowe, uczestniczyłem w kilku „Targach Zdrowia”, rozmawiałem z kilkoma bioterapeutami. Kiedy jednak wszedłem na stronę jednego z bardziej znanych „bio”, byłem bliski uduszenia się ze śmiechu. Oto, czym zostałem przywitany:

„Energia, która płynie do Ciebie podczas naszego kontaktu (nawet podczas czytania tego tekstu!) powoduje wzrost Twojej kreatywności i efektywności. Najważniejszy jest kontakt. On już nastąpił. Płynie energia. Co możesz zrobić, żeby osiągnąć więcej? Przyjedź do .....”

…i tu nazwa miejscowości, w której ten Pan przyjmuje.

Ludzie, uważajcie! Bo w trakcie czytania tego tekstu też może płynąć do Was energia, a wasza kreatywność urośnie.

Czujecie? Rośnie, no teraz to już musicie czuć. No widzicie! To jest toooooo!!!

Ale idąc dalej: w dziale formy pomocy czytam „.....Fotografia każdego człowieka jest dla mnie szczegółowym zapisem jego stanu zdrowia. Na jej podstawie określam dolegliwości równie dokładnie, jak podczas kontaktu bezpośredniego, a przekazywana przeze mnie energia, płynie skutecznie do każdego.

Możesz przysłać do mnie swoją fotografię z krótkim opisem podstawowego problemu zdrowotnego. W niedługim czasie otrzymasz odpowiedź z wyjaśnieniem wszystkich zasad korzystania z Trybu Intensywnej Opieki Przez Zdjęcie (TIOPZ)”.

Ludzie! Szkoda, że tylko nasi niedouczeni lekarze tak nie potrafią!

Patrzcie, siedzę w domu i dzwonię do mojego konowała mówiąc mu: Ty dobry mój lekarzu, wyciągnij no szybciutko moją kartotekę i rzuć swoim bystrym oczkiem na moje zdjęcie (umieszczone podczas aktu wyboru lekarza pierwszego kontaktu), bo coś mi dolega. A on patrzy i patrzy i nagle widzi. On już wie, co mi jest. Dzwoni do mnie i mam pełną jasność, co mi dolega. Nie muszę prątkować wśród innych prątkujących. Oszczędzam czas swój i czas panienki z rejestracji!

No tak, jedno małe zdjęcie...

LUDZIE !!!! No i w końcu wiem, co to tajemnicze TIOPZ oznacza: to Tryb Intensywnej Opieki Przez Zdjęcie. A na cholerę mi potrzebne Pogotowie Ratunkowe, ja zapiszę się chyba do TIOPZ-u!

Dlaczego się śmiejecie? Na przykład mając atak kolki nerkowej, dzwonię do tego fantastycznego bio i wydaję mu polecenie: „facet, gap się na moje zdjęcie, bo z bólu łażę po suficie.” A on w całej pełni profesjonalista wyciąga moją kartotekę ze zdjęciem, byle tylko aktualnym i patrzy się bardzo intensywnie.

Nie, no Pietrek, co ty piszesz? Przecież tak zwariować to przecież nie można!

Błąd. Jednak można!

Jak człowiek pochodzi po tych targach zdrowia i zapozna się z ofertą cudotwórców z bagien, po pewnym czasie przechodzi mu ochota do śmiechu.

A te wszystkie afektowane panie, które wprowadzają jakąś adeptkę z I pietra, którą udało się w końcu namówić, aby tu przyszła. I ten ściszony głos, pokazywanie wzrokiem, „a wiesz kto to jest? To bardzo znany bioenergoterapeta. A wiesz, on był w TV!”. Zawsze w tym momencie przypomina mi się I cześć filmu „Szpital na peryferiach” ze sławnym już tekstem „Gdyby głupota potrafiła latać.......”

No, ale idźmy dalej.

Jaką jeszcze pomoc może nam zaproponować ów jegomość znany wszystkim wiernym oglądaczom programu na jednej ze stacji TV komercyjnej ?

Analizując ofertę tego „bio”, dowiadujemy się, że nie tylko przez fotografie może „pomagać”. Cóż ciekawego może jeszcze ten pan nam zaoferować? Czytaj czytelniku:

„Podobnie jak Twoja fotografia jest dla mnie źródłem wszelkich informacji o Tobie - zapisem częstotliwości, na której pracuje Twój organizm - tak też moje zdjęcie jest dla Ciebie sposobem szybszego i pełniejszego skontaktowania się z przepływającą przeze mnie energią. W kontakcie mentalnym codziennie o 20.00 lub o 22.00 wspomoże i wzmocni przekaz energii. Kontakt mentalny to trzy minuty, podczas których myśląc o mnie i mając przed sobą moje zdjęcie energetyczne, wykonujesz po kolei trzy zobrazowane poniżej gesty. Każdy gest trwa 1 minutę. Teraz energia gromadzi się na twoich dłoniach. Energia ulega uformowaniu i skondensowaniu. Energia swobodnie przepływa do twojego ciała”.

Ludziska, pan X czeka na Was zawsze od 20:00 do 22:00, czeka mentalnie oczywiście na specjalnie zarezerwowanej częstotliwości, aby jak już zawiedzie Tryb Intensywnej Opieki Przez Zdjęcie, to on Wam pomoże, tylko musicie myśleć trzy minuty.

Już to widzę: pan X na urodzinach popijający wódeczkę. Ups. Jaka wódeczka? Przecież tylko i wyłącznie woda naenergetyzowana. A więc popijając tę wodę odbiera, jak SB Radio, Wasze fale z prośbami o moc.

Niech moc będzie z Wami!

Nie zamieszczam tutaj zdjęć tych gestów, gdyż boję się, że głupota przez przypadek mogłaby się stać zaraźliwa.

Czytelniku, wybacz.

„Na zakończenie tych trzech gestów strzepnij ręce, klaśnij kilkakrotnie w dłonie, a jeżeli masz taką możliwość, opłucz je pod bieżącą zimną wodą.

Dzięki tym trzem gestom Twoje ciało powróci do harmonijnej współpracy wszystkich tkanek i uwolnione zostanie od szkodliwej jonizacji dodatniej (odpromieniuje się).

Każda forma kontaktu z tą energią może spowodować reakcje świadczące o tym, że organizm zaczął się oczyszczać z gromadzących się w nim toksyn, złogów i zanieczyszczeń, z którymi energia własna osłabionego chorobą ciała nie daje sobie rady.”

Osobiście radziłbym tym wszystkim nie tylko opłukać ręce zimną wodą, ale cały wleźć pod zimny prysznic tak na 20 minut, ale bez mentalnego kontaktu z panem X. Aha, ale tkanki by się nie uwolniły od jonizacji szkodliwej.

No tak. Zaraz sobie postawię lustro przed monitorem, abym widział kiedy zgłupieję do końca czytając takie kretynizmy. No, ale ja nie mam programu w komercyjnej TV!

Na koniec jeszcze pragnę wszystkim czytelnikom zaprezentować sztandarowy numer pana X:

„Jak energetyzować wodę?

• 1,5 litrowa butelka wody powinna być fabrycznie zamknięta.

• Kartkę wodną (którą otrzymasz pocztą) podpisaną imieniem i nazwiskiem osoby, dla której jest przeznaczona woda, naklej na butelkę.

• Wodę możesz naenergetyzować podczas programu w TV XXXXX, a także podczas kontaktu mentalnego o 20.00 lub 22.00 - w trzecim geście zbliżając dłonie do butelki na 1 minutę (zob. fotografie).

• Tak przygotowana woda jest gotowa i nie trzeba jej już drugi raz energetyzować.

• Dla wzmocnienia i uzupełnienia kontaktu druga część kartki wodnej powinna być wypełniona i odesłana do mnie”.

Proszę pamiętać: koniecznie zamknięta!

No i tak kartka „wodna”, to znaczy że bez tej kartki to wszystko „psu na budę”. Będę czekał o 20:00 na ten program, kupiłem całą paletę wód (150 szt.) bez gazu – może pan X jeszcze gaz dorzuci!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Drogi czytelniku, zwróć uwagę na wzmocnienie kontaktu. Koniecznie wypełnij i wyślij.

Tak, zrób to teraz. Ale dokładnie. Bo teraz pan X może mentalnie znowu się kontaktować z Tobą na tej szczególnej częstotliwości. A ostatecznie pamiętaj, jest jeszcze Tryb Intensywnej Opieki Przez Zdjęcie.

Kochani! A jeśli pan X połączy te wszystkie metody, to minister Marek Balicki odejdzie na bezrobotne z całą armią lekarzy, pielęgniarek, salowych itd.!!!

A na jednej ze stron znalazłem taki zestaw zadań, jakie ma spełniać bioenergoterapia:

- informowanie zainteresowanego o zaburzonych strefach,

- usunięcie zaburzenia przepływu energii,

- usunięcie energii chorobowej,

- zasilenie ciała osoby chorej pozytywną energią.

No dobra, ktoś mi zarzuci, żem złośliwy człek. Wcale nie. Nie mam też jakiś uprzedzeń do znanego i cenionego na rynku cudotwórców z bagien pana X.

Jak sobie poczytałem wypowiedzi naszych zrzeszonych w Cechu Rzemiosł Różnych bioenergoterapeutów, to doszedłem do wniosku, że pan X to bardzo profesjonalny „bio”. Proszę poczytać, jak reklamują się nasi rodzimi szarlatani sic. Bioenergogoterapeuci!

Ten fragment został zaczerpnięty z artykułu pana Andrzej Gregosiewicza. Autor jest profesorem dr hab. medycyny z Katedry i Kliniki Ortopedii Dziecięcej AM w Lublinie. Na stronie http://www.medicus.lublin.pl pisał profesor! A wszystko zrozumiałem, czego nie mogę powiedzieć o tłumaczeniach naszych bio!

Poniższe nazwy kierunków „specjalizacji” naszych rodzimych biooszustów są wytworem Pana Profesora:

„Praterapeuta”: „...dążę do zjednoczenia z praistotą światła boskiego. Wykorzystuję energię świetlistą do leczenia wielu schorzeń. Dysponuję dwudziestoma rodzajami energii leczniczej”.

„Voltoterapeuta”: „...mój zabieg trwa około 10-15 min. To wystarczy, bo ja mam 22 milivolty między dłońmi.Usunąłem guzy nowotworowe u około dwustu osób”.

„Glinoterapeutka”: „Wykonuję okłady z glinki zielonej. Leczę nowotwory”.

„Czakroterapeuta”: „Do czakry podstawowej wchodzę tylko mentalnie, gdyż znajduje się ona w kroczu”. „Syn zadzwonił do mnie... trzeba pomóc choremu na raka”. „Po pięciu zabiegach choremu wyrzuciło na pośladkach mnóstwo wrzodów. Jakby w ten sposób uciekała z niego choroba”.

„Speedterapeuta”: „Nie wyglądało to dobrze. Porządna gula wystawała mu z szyi. Obejrzałem ją i przyłożyłem ręce. Po chwili guz zaczął się w oczach zmniejszać. W końcu całkiem zniknął.”

„Longterapeuta”: „Moje biopole oddziałuje na odległość stu metrów. Dodatkowo energetyzuję wodę i chusteczki. Po przyłożeniu chusteczek ustępują bóle kończyn i goją się rany”.

„Magterapeuta”: „...wyjmuję kręgosłup z ciała pacjenta”. „Potem wkładam kręgosłup z powrotem. Jest już po wszystkim”

„Stratoterapeuta”: „...ładowanie kogoś swoją energią to tylko trick. Ja przekazuję promień energii, który ściągam z góry”.

„Krystalochromoterapeuta”: „Zbudowałem kryształową lampę do leczenia kolorami. Fala koloru wzmacniana jest trzykrotnie. Leczy wszystko”.

„Hydroterapeuta”: „...energetyzuję butelkę wody mineralnej i polecam codziennie pić w domu. Wyleczyłem w ten sposób ciężkie złamanie kości piętowej”.

„Walkterapeuta”: „Spaceruję po chorym. Metoda polega na przekazie energetycznym połączonym z masażem całego ciała stopami. Wyleczyłem guz nowotworowy płuca”.

„Optoterapeutka”: „Działam na nich białym światłem, smugą bezinteresownej, przepełnionej miłością energii, którą wysyłam w kierunku osoby cierpiącej”.

„Tam-tam-terapeutka”: „Na brzuchu, piersiach, za głową i przy stopach stawiam misy o różnych rozmiarach. Uderzam w misy i przysłuchuję się dźwiękom. W ten sposób uzdrawiam także ciało subtelne. Potem korzystam jeszcze z dwóch innych rodzajów dzwonków wysokośpiewających, których zadaniem jest oczyszczanie, oraz tybetańskich, których dźwięk ma dawać połączenie z niebem i ziemią”.

„Termoterapeuta”: „Leczę dotykiem rąk (...) osiągających temperaturę 38,6 stopnia Celsjusza”.

„Regeneroterapeutka”: „moja metoda to energetyczny przekaz do kręgosłupa. Niedawno uzdrowiłam kobietę po wypadku samochodowym. Miała niemal zdruzgotany kręgosłup, ledwie się ruszała. Po kilku zabiegach kręgosłup zregenerował się”.

„Uzdrowiciel Boży”: „Mam energię od Boga, podłączoną pod umysł. Moja myśl jest sprawcza”.

„Plazmoterapeuta”: „Zdejmuję bioplazmę chorobową. Wystarczy, że przejadę ręką i czuję wszystkie zakłócenia w organizmie. Od razu odbieram jakby uderzenie w dłoń”.

„Chromoterapeuta”: „...widzę nie tylko choroby, które przeszliśmy lub te, które nam grożą. Widzę także kolory i nimi leczę. Do każdej choroby stosuję inny kolor. Gdy niebieski nie pomaga, dodaję inny. Do leczenia głowy nie wolno stosować czerwonego, żółtego i pomarańczowego. Do złamania zaś kości jak najbardziej”.

„Naturoterapeuta”: „nie badając jestem w stanie stwierdzić, co jest przyczyną dolegliwości pacjenta. Nie muszę go nawet widzieć. Wystarczy, że będę miał jego zdjęcie lub podpis. W ten sposób wyleczyłem już niejedną osobę, nawet z nowotworem trzustki czy paraliżem”.

„Net-terapeutka”: „Kilka tygodni temu otrzymałam przez internet fotkę chorego na białaczkę. Dzięki swojej energii uzdrawiam widząc tylko wydruk z komputera”.

„Rezonoterapeuta”: „Wchodzę w świadomość pacjenta. Doprowadzam z nim do rezonansu. Albo dopasowuję swoją częstotliwość do chorego, albo odwrotnie”.

„Skolioterapeutka”: „Wzrokiem potrafię nastawić kręgosłup, poprawić skoliozę”.

„Idioterapeuta”: „25 lat temu w Krynicy ze ściany wyszła niewysoka postać i rzekła: Masz uzdrawiać”.

I na tym chyba można zakończyć........

A teraz może troszkę poważniej. Na jednej ze stron polskich „bio” przeczytałem taką oto definicję bioenergoterapii:

„Bioenergoterapia oddziaływuje w każdej płaszczyźnie: umysłowej, emocjonalnej, fizycznej, a nawet duchowej, zważywszy fakt, iż otaczające nas pole energetyczne jest wszechobecne. W naszym ciele energetycznym wyróżnia się czakry (węzły energetyczne), aurę, meridiany, punkty akupunktury i inne miejsca gromadzenia i rozprowadzania energii. Ciało energetyczne zależy od ciała fizycznego, subtelne i rozsądne działanie bioenergoterapii pozwala utrzymać te dwa ciała w równowadze. Brak równowagi odczuwamy jako dolegliwość lub chorobę”.

No i wszystko już jasne! A po co się starają ci wszyscy medycy?

No to przecież moje podatki są wykorzystywane na jakieś zabawki dla grupy dziwaków szukających kwadratury oka! Przecież wystarczy utrzymać równowagę ciała energetycznego i fizycznego!

Troszkę dalej będę pisał o największej manipulacji słownej naszych biocudotwórców, czyli – co to jest ta nieszczęsna energia????

„...W bioenergoterapii mamy do czynienia z odwróceniem kolejności w stosunku do oddziaływań w medycynie akademickiej, w której częściej pracuje się nad ciałem – somą”.

Bardzo mnie zastanowił ten fragment. No jak to odwróconej? Przychodząc do lekarza, mówię mu, co mnie boli, on mnie osłuchuje, daje skierowanie na dodatkowe badania, analizuje wyniki i np. przepisuje mi lekarstwa potrzebne do wyleczenia. To tak w skrócie. A jak to oni robią?

No jak odwrócona to chyba tak: ja wchodzę, już chce coś powiedzieć, a tu słyszę „CICHO, ja sam”. Podchodzi taki „bio”, macha łapkami i już wie wszystko! I wcale nie zajmuje się somą. W żadnym wypadku, on zajmuje się tylko duchem! I jego proces leczenia jest holistyczny, a nie jakiś tam akademicki! Trochę to skomplikowane...........

„....W konsekwencji poprawa stanu zdrowia fizycznego pacjenta skutkuje poprawą jego stanu psychicznego. W leczeniu metodami naturalnymi charakterystyczne jest to, że w większości terapii niekonwencjonalnych pracuje się nad całym człowiekiem w sensie ciało – duch” .

No odkrywcze to nie jest!

A sposobów jest wiele:

1. bioterapeutyczny, 2. radiestetyczny, 3. naturalny, 4. homeopatyczny, 5. energetyczny, 6. relaksacyjny, 7. niekonwencjonalny, 8. komplementarny, 9. alternatywny, 10. parapsychiczny, 11. antropozoficzny, 12. hipnotyczny, 13. chiropraktyczny, 14. wizjonerski, 15. mistyczny, 16. uzdrowicielski, 17. ekologiczny, 18. wschodni, 19. ziołoleczniczy, 20. intuicyjny, 21. elektrofizjologiczny, 22. ludowy, 23. tybetański, 24. behawioralistyczny, 25. witalistyczny, 26. synchroniczny, 27. wibracyjny, 28. oddechowy, 29. pulsacyjny, 30. funkcjonalistyczno-orgonomiczny, 31. chiński, 32. nadprzestrzenny, 33. kosmiczny, 34. orientalny, 35. azjatycki, 36. psychosomatyczny, 37. metafizyczny, 38. elektromagnetyczny, 39. popularny, 40. medytacyjny, 41. partnerski, 42. integralny, 43. filozoficzny, 44. uniwersalistyczny, 45. humanistyczny, 46. promocyjny, 47. ajuwerdyjski, 48. taoistyczny, 49. afirmacyjny, 50. dietetyczny, 51. aromatoterapeutyczny, 52. chromoterapeutyczny i 53. taneczno-ruchowy. Wypisałem tylko 30 rodzajów, ale co profesor to profesor -wypisał sobie 53!

„...A w wielu ta terapia odbywa się głównie drogą wiodącą poprzez psychikę pacjenta, drogą duchową, dzięki której uzyskujemy wyleczenie także ciała. Nie jest już tajemnicą, iż działania bioenergoterapeutyczne i psychoterapeutyczne są w stanie zahamować lub wręcz cofnąć zmiany spowodowane chorobami nowotworowymi”.

Szlak jasny mnie trafia, gdy czytam takie kretynizmy! Dlaczego?

Mój znajomy przyszedł bardzo podłamany do pracy. Wszyscy się zastanawiali co się stało, gdyż każdy z nas wiedział, że jego żona choruje na chorobę nowotworową. Dowiedzieliśmy się, że ordynator poinformował go niestety o zakończeniu leczenia, ponieważ medycyna już nie mogła pomóc, teraz wszystko w rękach Boga.

No i jak to przysłowie mówi „tonący itd.” ,po dokonaniu wywiadu cała rodzina znajomego pojechała do znanego, działającego na terenie województwa śląskiego bioszarlatana ( a jest ich kilku!!!!). Proszę sobie wyobrazić atmosferę panującą w tym małym fiaciku podczas tej pełnej nadziei wyprawy!

Kiedy rozmawiałem później z moim znajomym, tak opisał mi tę wizytę: zostali zaproszeni do środka. Kolega chciał przedstawić dokumentację medyczną, ale ten pan jej nie potrzebował (wydaje mi się, że jego łacina nie była „kompatybilna” z łaciną medyczną). Dokonał tych swoich obrzędów, czyli pomachał łapkami, pomachał (wyrzucił złą energię) i ze szczerym uśmiechem poinformował kolegę i jego żonę, że nie należy się bać i wszystko będzie naprawdę dobrze. Oczywiście za wizytę nic nie wziął (filantrop!), tylko kolega był nakłoniony do zakupu 1,5 kg huby sproszkowanej.

Szanowni Państwo, pięć dni później miałem telefon z pracy, że żona kolegi zmarła. Ten człowiek ma do dzisiaj owe 1,5 kg sproszkowanej huby i o czym myśli, kiedy na nie patrzy?......

A przecież „ fachowe” czasopisma zajmujące się omawianą przeze mnie tematyką podają tylko spektakularne sukcesy „ biospecjalistów”, żadnych porażek....

Zbierając materiały na temat naszych cudownych „cudotwórców z bagien” zauważyłem, że takich i bardzo podobnych historii było trochę za dużo. Bo ktoś zawierzył jakiemuś irydiologowi czy filipińskiemu helerowii.

Szanowny czytelniku, można by więc napisać odrębną pozycję książkową na temat naszych wspaniałych cudotwórców z bagien!

A czy wiecie szanowni czytelnicy, że Ministerstwo Zdrowia zapłaciło 6700 euro za pierwszy etap prowadzonej w Austrii holistycznej terapii pana Jacka Kaczmarskiego polegającej na stosowaniu „punktowego ogrzewania nowotworu” oraz metody Shiatsu („masaż ręczny, pionowy” i Reiki („uzdrawianie przy pomocy energii Wszechświata”). Niestety z informacji zebranych na temat metod leczenia pana Jacka Kaczmarskiego dowiedziałem się, że miał ambiwalentny stosunek do medycyny i kpił z polskich chirurgów.

Kuracja kosztowała miesięcznie 20 tyś złotych. Nie wiem do jakiego stopnia austriaccy „bioterapeuci” OSZUKIWALI pacjenta, ale obawiam się że „ZAROBILI” większą cześć zadeklarowanej kwoty 250 000 zł? - przecież zbierana była za pośrednictwem mediów.

I tu szanowni Państwo nie chodzi mi nawet o zawierzenie pana Jacka, którego bardzo lubiłem i lubię nadal słuchać. Ale chodzi mi o coś takiego, co się zwie etyką, moralnością tych bio-oszukańców. Nawet najmniejsze rzekome podbudowanie psychiczne jest już nie etyczne.

W tym miejscu jawi mi się taka moda, która opanowała już wielu naszych obywateli – SPISKOWA TEORIA DZIEJÓW.

Medycyna – nie ona jest szkodliwa. Przecież wszyscy lekarze ordynują nam leki, które reklamują im przedstawiciele handlowi firm farmaceutycznych. No, a oni robią to tylko dla zysku. Niektóre firmy są oskarżane o konszachty np. z sektami satanistycznymi!

(Na przykład podczas spotkania z rodzicami na temat sekt podeszła do mnie Pani, informując mnie, że taką firmą jest firma Blenda Med. Zapytałem dlaczego, a ona oświadczyła, że jakaś sąsiadka słyszała wywiad w radio, gdzie prezes tej firmy przyznał się że jest satanistą. „ A Panie popatrz Pan! A tu jest wąż, a wąż to znak szatana! I koniec dyskusji. O mało co sam nie stałem się wspólnikiem tej firmy!).

Ta głupia teoria zatacza szersze kręgi. Niektórzy widzą wszędzie masonów, Żydów. Inni dadzą się pokroić za tezę, że np.11 września na Pentagon w USA nie spadł samolot, lecz był to zamach samych Amerykanów. Smutnym jest dla mnie to, że jeden z bliskich mi ruchów katolickich stał się takim wiodącym w „spiskowej teorii świata”, dla którego myślący normalnie są nienormalnymi, głupcami, ślepcami itd. Może dlatego, że w normalności sami jego członkowie już nic nie znaczą, więc chcieli jakoś zaistnieć....

Podobnie jest z ludźmi, którzy uwierzyli we wszystkie historyjki chwalące pod niebiosa naszych cudotwórców, uwierzyli w nieskuteczność medycyny, w jej naukowe podejście.

A ponieważ w nauce liczy się tylko dowód naukowy, a nie gdybanie czy „zatkany kanał energii chorobowej”, którego przecież nie ma. Ale łatwiej niestety uwierzyć takim panom, którzy potraktują nas holistycznie. Ponadto niestety lecznictwo w Polsce jest bardzo często winne same sobie- lekarz ma przecież średnio tylko 5 minut na każdego człowieczka (czyli rozbieram się już w drzwiach!).

A taki cudotwórca może nam poświecić dowolną ilość czasu! Porozmawia, zapyta o rodzinę, a co robi córcia a czy syn znalazł pracę - wywiad bardzo dużo informacji dostarcza takiemu cudotwórcy. Kiedyś oglądałem program Jamesa Randiego, w którym miał być zdiagnozowany przez jednego z bardziej znanych cudotwórców w Rosji. Sława na cały świat. No i klapa. TOTALNA KLAPA.

Rosyjski cudotwórca nie dokonał żadnej diagnozy, tylko zobaczył to, co chciał, czyli założył czarny garnitur z czarną wstążką na znak, że mu ktoś zmarł (a nie zmarł) oraz obrączkę przełożył na lewą rękę sugerując, że zmarła mu żona.

I nic nie mówił , absolutnie nic. No i cała diagnoza „psu na budę”.

No, ale teraz poważnie, co to takiego ta cała energia.

- Co to jest dobra energia, a co to jest zła, kosmiczna, uniwersalna, holistyczna, zbawienna, terapeutyczna itd. Itd. To jest tylko jedna wielka kosmiczna bzdura. Energia jest tylko energią. To tylko my stworzymy przymioty tej energii. Energia - to zdolność do wykonania pracy!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! I nic więcej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Energia jest jedna, ani zła ani dobra.

- Energia przemieszcza się w następujący sposób:

a. w przestrzeni: jedynie i wyłącznie jako fale elektromagnetyczne, poruszająca się 300 000 km/sek.

b. z użyciem nośnika energii: nośników energii jest ogromna ilość: każde poruszające się ciało stałe, płynne i gazowe jest jej nośnikiem, np.: fale dźwiękowe - nośnikiem energii jest powietrze, prąd elektryczny - nośnikiem energii są elektrony, promieniowanie kosmiczne - nośnikiem energii są elementarne cząstki materii.

- Czy energię można magazynować? Tak, można:

a. w formie ciepła - jednak następuje ubytek z powodu promieniowania elektromagnetycznego, a dokładnie to jego części, czyli promieniowania cieplnego.

b. chemiczne - akumulatory, baterie, ogólnie - reakcje chemiczne wyzwalające zmagazynowaną energię, również spalanie zjedzonego pokarmu.

c. pole magnetyczne, elektrostatyczne, jednak na krótki okres czasu.

- Człeku, zastanów się jaka energia (dobra czy zła) poparzyła Ciebie jak się nie ostrożnie opalałeś. Powiesz: promieniowanie słoneczne. Ok. Czyli energia słoneczna. Najpierw było bardzo przyjemnie, a jak przyszedł wieczór, to szukamy pianki przeciw oparzeniom. Uczyniła to energia, której po prostu było za dużo. Klasyfikacja energii na złą i dobrą, w zależności od skutków, jakie czyni w naszym ciele jest sprzeczna z prawami fizyki!

- Kolejnym przykładem niech będzie dieta. Obecnie modną dietą jest dieta dok. Kwaśniewskiego, który namawia nas na spożywanie mięcha i tłuszczów.

Mniam – wegetarianizm nigdy mi nie groził.

I faktem jest, że jak zjesz na śniadanie marchewkę i jabłko (jak to można jeść????????) i będziesz ciężko pracował, to po krótkim czasie odczujesz potężny głód, a zjedz cztery paróweczki obłożone żółtym serem, wsadź do mikrofalówki.

Bajka, masz paliwa na kilka godzin pracy!!!

No tak, ale ja mówię o takiej trywialnej energii, a nie o tej naszych bio-oszustów. Nie, szanowny czytelniku, to ta sama energia!

- Chory usłyszy, że jest chory, bo nagromadziła się zła energia, która zatkała kanały przepływowe, no i masz człowieku problem, „a ja odblokuję te kanały”. I to jest właśnie oszustwo. No, ale jaki chory walczący o zdrowie i życie nie przyjmie takich głupot jako prawdę?

Obecnie w temacie „medycyna niekonwencjonalna” fałsz i bzdura stały się pewnikiem. A im bardziej kretyńskie i pokręcone pseudo nauki, tym bardziej w oczach chorych stają się prawdziwsze.

Czytelniku, czy zastanawiałeś się jaki to nośnik przenosi ta energię z ręki „bio” na Ciebie, poprzez zdjęcie, grupowe sesje czy „energetyzowanie butelek”.

- Ciekawe jaki to nośnik przenosi taką energię. Na dzień dzisiejszy nauka nie zna takiego nośnika, który by taką energię (dobrą, oczywiście) przeniósł. Promieniowanie elektromagnetyczne, pochłaniane przez ciało, zamienia się w ciepło. Promieniowanie elektromagnetyczne przenika przez ośrodek przezroczysty bez skutku, tzn. bez strat energii nie zamienianej na ciepło np. butelka z wodą, światłowód.

Mówiąc szczerze, można pisać i pisać. Za i przeciw. Człowiek zdeterminowany będzie łapał się każdej szansy, tylko jakim trzeba być człowiekiem wiedząc, że się oszukuje chorych i czerpie korzyści finansowe często do samego końca.

W tym miejscu pragnę się pochwalić, że rozmawiając często z różnymi „bio”, jak już się troszkę spoufalimy to słyszę, że prawie 95% to oszuści, szarlatani i naciągacze. A ja mam to prawdziwe szczęście, że trafiam tylko na tych prawdziwych. A jak oni zawiodą, to pozostał nam jeszcze Tryb Intensywnej Opieki Przez Zdjęcie.

Panie Zbyszku, pędzę !!!!!!!!!!!!!!

Dariusz Pietrek