Chore zdrowie Nowej Ery

Prof. zw. dr hab. med. Andrzej Gregosiewicz

Patrz www.enervita.com.pl
czyli WIESŁAW CZARKOWSKI horror show

"Koncepcja zdrowia holistycznego kieruje się wielkim kłamstwem..." D. Groothuis



Czy zdrowy człowiek może być zdrowym bardziej?

Tak, jeśli odblokuje się u niego przepływ energii przez zastosowanie terapii Reicha. Polega ona na głębokim oddychaniu w następującej sekwencji: wdech-wydech, wdech-wydech, wdech-wydech - itd., aż do uzyskania... orgazmu. Cytuję Fritjofa Caprę, nawróconego na New Age fizyka, znawcę lewitacji, psychokinezy, psychoanalizy, psychodramy, psychotroniki, postmodernizmu i... medycyny holistycznej.

Myślą Państwo, że opisana wyżej terapia alternatywna to margines rzeczywistości? Rozejrzyjcie się wokół. Zobaczycie, że 80% ludzi (lub więcej) nie ma zielonego pojęcia, jakimi kryteriami mierzyć wartość porad zdrowotnych, niezależnie od tego, czy udziela ich rzetelny specjalista, wróżka, szaman, czy telewizor. Fakt ten wykorzystuje gromada naciągaczy, którzy w zamian za słone honorarium, urządzają teatr jednego aktora (i jednego, chorego widza). Zasadniczą rolę w przedstawieniu odgrywają rekwizyty w postaci wahadełek, różdżek, kryształów, dzwoneczków, biometrów, piramidek, kadzidełek, kwiatów, inteligentnej wody i wszystkiego tego, co przyszło do głowy pierwszym, etruskim szamanom z Cromagnon i co potrafią wykombinować współcześni uzdrowiciele.

Paradygmat holistyczny

Wszyscy widzimy, że również lekarze zaczynają coraz częściej posługiwać się w swojej pracy spektaklami typu światło i dźwięk. Potrzebne są do tego urządzenia z kolorowymi diodami i ciekłokrystalicznymi ekranami z seledynową poświatą w tle (najlepiej typu MORA-SUPER). Potrzebna jest także profesjonalnie wykonana strona www z informacją, że metody terapeutyczne są zgodne z holistycznym paradygmatem leczniczym. Ważne jest również, by nazwa metody (np. biorezonans) wywoływała u klienta właściwe skojarzenia (np. ze znanym już pacjentom MRJ).

Metody te mają ze sobą tyle wspólnego, co astrologia z astronomią, jednak, gdy przedstawiane są (na jednym wydechu) przez chirurga/neurochirurga w "Gabinecie Medycyny XXI w." (autentycznym), to proponowane tamże terapie biorezonansowe wydają się być osiągnięciem tysiąclecia. Oto, w skrócie, oferta "medyczna" tego gabinetu: 1) homeopatia elektroniczna - aparat A-B-A-S Bioenergetik skanuje informację zawartą w spektrum energetycznym pacjenta, wzmacnia ją do 10 000 razy, przekazuje na krople i olejki, wreszcie reprodukuje leki homeopatyczne w zakresie potencji C/D 0 do LM XVIII, 2) terapia kwiatowa Bacha - wodę nasyca się wibracjami kwiatów, dodaje brandy i... na zdrowie. 3) holistyczna regeneracja w pentagramie - stosuje się 5 preparatów Energy, które oddziałują na 5 części człowieka, 5 stopni zdrowia i 12 dróg energetycznych. Jaki pacjent nie wyzdrowieje po takiej trój-terapii? Chyba tylko chory...

Czy może być coś bardziej żałosnego, niż lekarz, który podobne brednie nazywa odkryciami naukowymi, poleca, reklamuje, stosuje, wierzy w ich skuteczność i histerycznie reaguje na sceptyczną ocenę? Czy ktoś z Czytelników jest w stanie pojąć, jak człowiek z dyplomem lekarza medycyny, wiedząc, co to jest liczba Avogadry, może z przekonaniem mówić o realności homeopatycznych rozcieńczeń? Czy nie rozumie, że w tej samej chwili "przewraca" całą współczesną wiedzę naukową?

Takich przypadków dyplomowanej bezmyślności jest znacznie więcej. Myślę, że jest to wynik naturalnej selekcji. Jeśli ktoś nie radzi sobie np. z chirurgią, to szuka alternatywnego, dochodowego zajęcia (ryc. 1). Ja to rozumiem i współczuję, co nie znaczy, że popieram. Do takich właśnie gabinetów powinni wkroczyć rzecznicy odpowiedzialności zawodowej w celu ochrony całego środowiska lekarskiego przed ośmieszeniem.

Przesadzam? Nie, ostrzegam przed ludźmi, którzy między śniadaniem a obiadem doznają iluminacji (dostrzegając istnienie alternatywnych praw przyrody) i jeszcze przed kolacją obmyślają zasady nowej dziedziny wiedzy. Potem mówią o równoważeniu energii, meridianach, czakramach, energii subtelnej, całościowych terapiach naturalnych, regeneracji w pentagramie itp. - wymieniać można bez końca. Rezultatem takiej spontanicznej iluminacji (u Hahnemanna) było powstanie homeopatii, którą prof. Werner Dutz określił wyjątkowo trafnie jako voodoo medycyny. Rzeczywiście, faktem jest, że francuskie i niemieckie firmy produkujące macierzyste roztwory homeopatyczne zatrudniają okultystów (H.J. Bopp).

Gdy rozpoczynałem studia medyczne wszystko wydawało mi się jeszcze logiczne i poukładane. Nauka była nauką, mistyka - mistyką, leczenie zaś zwalczaniem choroby, a nie odblokowywaniem energetycznych węzłów. I nagle, praktycznie w ciągu dwóch ostatnich dekad, niektóre umysły opętał paradygmat holistyczny. Zaczął się on rozprzestrzeniać nawet w środowiskach naukowych. W medycynie, na szczęście, nie jest jeszcze obowiązkowy. Zdążę więc przedstawić swoje zdanie na temat naturalnej historii zjawiska, które spowodowało tę epidemię.

New Age. Przypadek zerowy

Początkiem każdej epidemii jest tzw. przypadek zerowy. Jego identyfikacja bywa zazwyczaj trudna. My jednak możemy wskazać nań palcem. Oto bowiem, w 1875 r. niejaka Helena Pietrowna Bławatska założyła Towarzystwo Teozoficzne. Podobne towarzystwa naukowo-społeczne powstają zazwyczaj z racjonalnych i szlachetnych pobudek. Tu było inaczej. Głównym motywem, którym kierowała się Bławatska, była fanatyczna nienawiść do chrześcijaństwa. Chcąc czymkolwiek (dosłownie) zastąpić znienawidzony światopogląd - wymieszała ze sobą różne elementy religii Wschodu, greckich kultów misteryjnych, ludowej magii, alchemii, kabały i okultyzmu, z której to mieszaniny, jak deus ex machina, wychnęła bezosobowa Zasada Kosmiczna objaśniająca wszystkie tajemnice współistnienia (współbrzmienia, współwibracji) ludzkości z Wszechświatem. Poczęła się Nowa Era.

O tym "historycznym przełomie" wiedziało (przez całe lata) kilkanaście osób. Musiało minąć 3/4 wieku, nim nowa teoria rzeczywistości wzbudziła społeczne zainteresowanie. Było to jednak ciągle marginalne zjawisko. Aż do 1980 roku, kiedy to Marylin Ferguson przedstawiła w książce pt. "Sprzysiężenie Wodnika" praktyczne sposoby przemycania Zasady Kosmicznej do wszystkich dziedzin życia społecznego.

Od tego czasu epidemia New Age przybrała na sile i zaczęła rozszerzać się w postępie geometrycznym. Jej współczesne objawy to różnego rodzaju misje (Czaitanii), kościoły (Moona), kluby (Bodhidharma), szkoły (Kwan Um), wspólnoty (Findborn), związki (Realian), ośrodki (zdrowia holistycznego), instytuty (Esalen) i tysiące podobnych grup, których uczestnicy odseparowali się od społeczeństwa, gdyż nie odpowiadał im sposób oglądu rzeczywistości prezentowany przez Mugoli (świat H. Pottera doskonale wpisuje się w Zasadę Kosmiczną). Owi rozbitkowie społeczni (spod znaku nocnych koszul ruchu Hare Kryszna) doskonale odnaleźli się w Nowej Erze. Nikt z nich nie kryje, że jądro ich światopoglądu wywodzi się z pierwotnych kultów magicznych. Nie rozumiem tylko dlaczego ten światopogląd nazwano neognozą. Dla niepoznaki?

Być może tak, lecz niepotrzebnie, bo przecież gołym okiem widać, że oczywista irracjonalność konstrukcji myślowych nowego poznania nie tylko nie stanowi przeszkody, lecz jest nawet atutem przy kooptacji nowych wyznawców. Ciepłe zaproszenie do wejścia w krąg harmonii, nadziei, tożsamości, sensu, miłości, prawdy itp. ma nieodparty urok dla niedojrzałych, naiwnych lub niesprawnie funkcjonujących umysłów. Wykorzystują to charyzmatyczni oszuści (ksywka: guru) którzy, jak np. Moon, realizują własne, najczęściej komercyjne cele.

Swoich zwolenników poddają najpierw operacji odmóżdżenia, a następnie wypełniają ich puste mózgoczaszki hasłowym hinduizmem, kosmocentryzmem, naturalizmem i setkami podobnych -izmów.

Wszystko to jest bezładnie (typowo dla synkretyzmu) pomieszane, zaś upiór, który wyłania się z tego zsypu idei (określanego dla zgrywy postmodernizmem) nazywany jest paradygmatem holistycznym, który jakoby potwierdza związek panteistycznej mistyki z nauką.

Gdybyż ten paradygmat ograniczał się do kadr ruchu Nowej Ery nie byłoby problemu. Ale moda nie zna granic i świat bez większych oporów wchłonął ten wsteczny trend myślowy. Dobrze rozumiem W. Łysiaka, który wszystkie postmodernistyczne paradygmaty określa mianem "postkultury".

Wracając do problemów medycznych: zanim osiągniemy (zapewniającą nam zdrowie) pełną współwibrację z Kosmosem, może się zdarzyć, że dopadnie nas zwykła choroba. No i mamy problem. Jakimi bowiem kryteriami wyboru metody leczenia powinniśmy się kierować. Czy jeszcze kartezjańskimi (biomedyczno-redukcjonistycznymi), czy już holistycznymi. W tym miejscu muszę pogratulować naszej TV ("misyjnej" i normalnej), która, systematycznie i konsekwentnie, prezentuje wielomilionowej widowni liczne programy omawiające najskuteczniejsze sposoby holistycznych terapii. Największym hitem jest prezentacja energetyzowania wody mineralnej przez Zbyszka Nowaka. Zaraz potem jest homeopatia, akupresura, bioenergoterapia, akupunktura, kuracja kwiatowa, medycyna tybetańska, peruwiańska, chińska, filipińska i kretyńska (z Krety). Biorąc pod uwagę znany nam już paradygmat, uważam, że decyzja o podjęciu takich kuracji powinna wiązać się z wiarą w:

Zbawienie z perspektywy holistycznej

Ta zabawna konstrukcja myślowa P. Clemensa nie powinna nas szokować. Cały czas poruszamy się bowiem w obszarze New Age. Prześledźmy więc spokojnie historię kształtowania się tego świeckiego objawienia. To ważne, bo analizowana przez nas koncepcja zdrowia holistycznego ma ścisły związek ze światopoglądem o podobnej nazwie. Musimy tedy cofnąć się do źródeł.

Na przełomie XIX i XX w. zasada Kosmiczna Bławatskiej stała się już, nawet dla jej zwolenników, zbyt ogólnikowa. Należało ją dopracować. I wtedy, jak na zawołanie, pojawiła się teoria holizmu J. Ch. Smutsa, wg której jedność bytu wszechrzeczy jest boską właściwością przyrody. Do Zasady Kosmicznej nowa teoria pasowała jak ulał. Jednak niektórzy chcieli ją jeszcze ulepszyć. F. Capra zaproponował rozumienie holizmu w kategoriach kosmicznego ekosystemu. M. Bierdiajew rozpoznał w holizmie... kosmiczny komunizm. Ostatecznie, ci geniusze postmodernizmu doszli do wniosku, że Wszechświat i Gaja to nic innego, jak kosmiczne sacrum. To było to!

Definicja sytuująca ludzkość i Kosmos w roli świeckiego bóstwa dawała wreszcie postępowcom nadzieję na dalszą marginalizację chrześcijaństwa i realizację (w przewidywalnej przyszłości) socjalistycznej utopii. Szybko wykombinowali, że najpraktyczniejszą drogą do przyspieszenia ewolucji ludzkiej świadomości będzie ruch New Age.

Prognozy były dobre, m.in. dzięki szybko wzrastającej liczbie osobników znających sposoby interaktywnego sterowania energią kosmiczną (shiatsu, qi gong, tai chi, shuyoakai, reiki, joga, feng shui, zen, falun gong itp). Z bierdiajewskim zapałem zabrali się więc do pracy.

Ich celem miało być wpojenie nam przekonania, że ludzkość osiągnęła kres swoich możliwości rozwoju. Postęp zaś jest możliwy tylko w przypadku kwantowego skoku świadomości, który nastąpi po osiągnięciu masy krytycznej pozytywnych idei. Nastąpi wtedy przemianowanie sacrum i ludzkość jako całość przejmie po Chrystusie boską władzę. Zrealizuje się utopia Ładu Wiecznego. Człowiek przeniesie stan świadomości na poziom alfa, co pozwoli mu zrozumieć istotę harmonii natury i kosmosu, umożliwi czerpanie informacji z obszaru Wyższej Inteligencji oraz pomoże dostosować własną częstotliwość do wzorów wibracji rzeczywistości ostatecznej.

Jak łatwo się domyślić, pojęcie ostatecznej współwibracji z Kosmosem, legło u podstaw koncepcji zbawienia z perspektywy holistycznej. Znany teolog T. Węcławski nazwał delikatnie te spostrzeżenia "słabomyślnym bredzeniem". Jest wielce prawdopodobne, że podobnie wstrząsającą inteligencją dysponowali mistrzowie Nowej Ery, którzy wprowadzili termin:

Zdrowie holistyczne

August von Hayek stwierdził, że przyjęcie koncepcji holizmu jest kolejną próbą stworzenia utopijnego społeczeństwa idealnego, któremu towarzyszyć muszą nieuniknione wynaturzenia. Wg holistycznego bowiem oglądu świata zjawiska społeczne podlegają historycznym prawidłowościom, a co to znaczy - wie doskonale, skomunizowana do trzewi, Europa środkowowschodnia. Za prawidłowość historyczną trzeba więc uznać fakt, że medycyna holistyczna - jako sztandarowa dziedzina New Age - stała się awangardą postępowych przemian. Jej docelowy program sami twórcy określają dowcipnie mianem łagodnego totalitaryzmu. Wg nich bowiem, opieka medyczna ma być organizowana przez wszystkie szczeble administracji państwowej.

Nie wszyscy zauważyli, że polskie elity rządzące zaczynają już okresowo współwibrować z Kosmosem. Tak, tak... mamy nawet dowód. Powstała oto (niewątpliwie holistyczna) instytucja pod nazwą Narodowy Fundusz Zdrowia. Jestem pewien, że jego twórca otrzymywał wskazówki z obszaru Wyższej Inteligencji.

Wg innego guru New Age, Fuchsa - kolejnym krokiem do zmiany systemu biomedycznego (określenie pejoratywne) na holistyczny będzie ogłoszenie moratorium na budowę szpitali. Jest to zrozumiałe, gdyż współczesna medycyna uważana jest przez holistów za krótkotrwałą aberrację, zaś farmakoterapia za formę zmanipulowanej relacji pozawerbalnej. Dlatego zdrowie przywracać się będzie przede wszystkim drogą autoterapii psychosomatycznej oraz homeopatii, która pobudzi sferę energetyczną pacjenta zgodnie z określonym schematem wibracji leku.

Podstawą systemu leczniczego będzie uniwersalistyczne przekonanie, że istoty ludzkie stanowią część uporządkowanego ekosystemu Wszechświata, którego zaburzenie powoduje chorobę. Wykrywanie zaburzeń tego układu powierzy się psychoterapeutom, którzy będą stosowali analizę słów, psychodramę, hipnozę i terapię psychodeliczną. Stosować się będzie także udrożnianie systemu przepływu energii (akupunktura, czakroterapia) oraz praktyki medytacyjne i techniki głębokiego odprężania. Oczywiście, procesu terapeutycznego nie będzie się już traktować jako leczenia choroby, lecz jako przygodę na drodze do poznania samego siebie.

Krótko mówiąc, dla holistów (tychże cały czas cytuję) jest oczywiste, że choroba pojawia się w wyniku zakłócenia harmonii jednostki z ładem Wszechświata i w swej najgłębszej istocie jest zjawiskiem umysłowym. Jej leczenie musi więc polegać na nadaniu przekazu z poziomu nadprzestrzennego w celu aktywacji medium sprzęgającego najwyższe piętra hierarchicznie zorganizowanego układu nerwowego, co usunie wadliwe sterowanie na jednostkowym poziomie mentacji metabolicznej. (Ko)mentację pozostawiam Czytelnikom.

Czas na nowe idee?

Widmo holizmu krąży nad medycyną. Chronologicznie jest to widmo numer 2. Po realizacji idei przyniesionej przez widmo numer 1 pozostały kulturowe zgliszcza. Do dzisiaj nie odbudowaliśmy normalności. Także w medycynie, która nie ma zbyt wielkich szans na rozwiązanie (w przewidywalnym czasie) wielu poważnych problemów trapiących ludzi chorych.

Uważam jednak, że głęboko niemoralnym ze strony ustawodawcy jest dostosowywanie polskiego prawa do europejskiej voodoo-medycyny, która promuje (i dotuje!) oszukańczą homeopatię oraz inne rodzaje tzw. terapii alternatywnych wywodzących się z (naznaczonego piętnem okultyzmu, mistycyzmu, magii, pogardy dla nauki, cynicznego kłamstwa i zwyczajnej głupoty) ruchu New Age.

Musimy się oczywiście pogodzić z istnieniem "medycyny niekonwencjonalnej". Choćby dlatego, że efekt placebo jest realnie istniejącym zjawiskiem. Poza tym żyjemy w wolnym kraju i każdy może się leczyć jak chce i u kogo chce. Łatwo jednak wyobrazić sobie dalekosiężne skutki wprowadzenia nowego, europejskiego prawa. Po pewnym czasie przestaniemy odróżniać leczenie od uzdrawiania, a następnie zaczniemy wybierać (co naturalne) bardziej atrakcyjną opcję, czyli zdrowie całościowe (holistyczne). Wiadomo przy tym, że diagnostyczno-lecznicze działania podejmowane w gabinetach holistycznych będą miały, delikatnie mówiąc, nowatorski charakter. Czy trudno więc sobie wyobrazić, że np. "leczenie" gruźlicy, będzie prowadzone przy pomocy holistycznej regeneracji w pentagramie lub terapii kwiatowej Bacha? Są to truizmy. Lecz tylko dla lekarza. Suwerenny parlament może natomiast w każdej chwili zapisać w ustawie dowolne głupstwo, tak jak to się już stało z homeopatią. A w kolejce czeka projekt ustawy o wprowadzeniu zawodu naturoterapeuty. Jeszcze trochę i powstanie Otwarty Uniwersytet Medycyny Holistycznej. Na pieczątkach absolwentów będzie napisane lek. med. hol. I kto odróżni?

Nie liczę na to, że mój głos będzie dostrzeżony. Będę miał za to czyste sumienie. Ostrzegałem...

Przyznaję, fascynująca jest możliwość nadprzestrzennego uzdrawiania marskiej (przepraszam - wadliwie sterowanej mentalnie) wątroby lub stosowanie terapii psychodelicznej u chorych z zawałem serca. Lecz, jeśli musiałbym wybierać... wolę zwyczajne zdrowie, niż holistyczne współbrzmienie z Wszechświatem.

prof. zw. dr hab. med. Andrzej Gregosiewicz
AM, Lublin

Ryc. 1. MEDYCYNA ALTERNATYWNA. Fragmenty internetowej reklamy salonu "medycznego" XXI wieku. Dyrektor salonu jest fanem elektronicznej homeopatii, równoważenia energii komórek, regeneracji w pentagramie, "zappingu" bakterii żerujących w człowieku, harmonizowania meridiany potrójnego ogrzewacza, płukania kiszki stolcowej i kilku innych alternatywnych metod terapii, zgodnych oczywiście z holistycznym paradygmatem leczniczym. W powyższej, jakże trafnie dobranej, "super-całościowej" konstelacji zabiegów jedyną niewiadomą są setery irlandzkie. Co one tu robią? ... pilnują wyników leczenia?



Medycyna konwencjonalna

Ryc. 2. MEDYCYNA KONWENCJONALNA. Na zdjęciu chłopiec w trakcie wieloetapowego leczenia wrodzonego skrócenia kończyny dolnej (ponad 40 cm). Stosowane wcześniej u tego pacjenta alternatywne terapie energetyczne XXI wieku nie przyniosły efektu; noga - o dziwo! - nie urosła. Trzeba było zastosować dłuto, młotek i aparat Ilizarowa. Obok autor artykułu.