Źródło: Sekty i Fakty

Co z tym żebractwem?

Dociekliwy

W 38 numerze "Polityki" z 19 września b.r. ukazał się raport pod znamiennym tytułem "Demon sekt". Niestety, mimo pewnej dozy obiektywizmu można tam znaleźć parę tendencyjnych wypowiedzi czy wręcz przekłamań. I tak przykładowo w części dotyczącej ruchu Hare Kriszna, autorka raportu oponuje zaliczaniu tej grupy do sekt. Oczywiście ma do tego prawo, ale czy można zgodzić się z jej argumentacją mającą rzekomo potwierdzić to twierdzenie? Przedstawiając Hare Kriszna pani Podgórska z oburzeniem pyta:

"Czy kult mający milion zwolenników na świecie (a licząc wyznawców hinduizmu - 300 mln) mocna określić jako małą grupę?"

Pozwolą Państwo, że odpowiem na to pytanie pytaniem o podobnym sposobie rozumowania:

Czy można powiedzmy Kościół Zjednoczenia Moona, liczący ok. milion zwolenników na świecie (a licząc wyznawców chrześcijaństwa - 1,500 mln) określić jako mała grupę? Chyba nie jest trudno odgadnąć gdzie tkwi "pułapka" zawarta w tego typu rozumowaniu? Ilość członków (nawet umiejętnie "rozmnożona") nie przesądza czy dana grupa jest sektą czy też nią nie jest. O tym decydują również inne czynniki.

Siostra Michaela Pawlik OP, długoletnia misjonarka w Indiach twierdzi, że ruch Hare Kriszna jest tam niejednokrotnie krytykowany przez autentycznych wyznawców Wisznu. Według niej, mieszkaniec Indii bardzo często uważa, że ci "niby hinduiści" europejscy wykrzywiają ich doktrynę. Różnica między nimi ma być nawet większa, niż różnica między Kościołem Katolickim a Świadkami Jehowy - uważa siostra Michaela (por. S. Michaela Pawlik OP: "Złudne uroki duchowości Wschodu" str. 24, Warszawa 1993). Chyba nie muszę tłumaczyć, iż z rzekomym "podobieństwem" sekty Moona do wielkiej rodziny chrześcijan jest podobnie, jak z nieco "przylepianą" relacją europejskich członków Hare Kriszna do prawdziwych hinduistów.

Czyż nie miał zatem racji burmistrz Świdnicy kiedy w czerwcu b.r. wyprosił członków ruchu Hare Kriszna z festiwalu Dni Kultury Indii, uważając że nie reprezentują oni prawdziwej kultury Indii? Dziennikarka "Polityki" jest oczywiście innego zdania.

Narzekając na rzekomą "prasową inwazję" przeciw sektom, pani Podgórska krytycznie odnosi się także do sformułowanego w 1995 roku Raportu Biura Bezpieczeństwa Narodowego o sektach. Nazywa go wręcz "żenującym". Oto jej (?) motywacja: "Zawierał błędy merytoryczne, powtarzał oskarżenia za gazetami, nie powołując się na źródła. Ruchowi Hare Kriszna zarzucono na przykład żebractwo, nie biorąc pod uwagę, że kwestowanie jest przywilejem zarejestrowanych wyznań. Na tej samej zasadzie można oskarżyć o żebractwo PCK".

Pani Podgórska nie jest w swoich zarzutach osamotniona. Członkowie Hare Kriszna także podnoszą w tej kwestii swój głos, starając się wręcz zastraszyć wszystkich, którzy powołując się min. na ów Raport, krytycznie wypowiadają się o ich grupie.

Nie chcąc być gołosłownym, proponuję Państwu małą lekturę listu, udostępnionego nam przez poznański ośrodek Dominikańskiego Centrum ds. Sekt i Kultów. Jego adresatem był działający w tym Punkcie pan Andrzej Szydlak, a nadawcą przedstawiciel jednego z ośrodków Hare Kriszna w Polsce.

----------

XXXXXX, 12 czerwca, 1996
Dominikańskie Centrum ds. Sekt i Kultów
S.P. Andrzej Szydlak
Poznań, ul. Kościuszki 99

Szanowny Panie,

Piszę do Pana w związku z wywiadem, jakiego udzielił Pan dziennikarce Dziennika Bałtyckiego w maju b.r. W artykule tym powołał się Pan na raport Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Chcielibyśmy zwrócić Pana uwagę na to, iż wykorzystując ogólnikowy charakter tego dokumentu próbuje Pan przypisać naszemu związkowi wyznaniowemu zarzuty, które w w/w dokumencie dotyczą "sekt w ogólności". Stosowny cytat z raportu brzmi jak następuje:

"W niektórych sektach praktyka jest (...) przymuszanie wyznawców do (...), żebractwa i kwestowania na rzecz grupy (Hare Kriszna). Nierzadko wierni zmuszani są do ciężkiej pracy fizycznej, której towarzyszy ograniczenie liczby godzin snu i wartości energetycznych posiłków. Istnieją grupy..."

Tymczasem w DB (nr 125) wypowiada się Pan w sposób następujący: Dziennikarka: Raport przestrzega także przed Hare Kryszna... - Jako grupą przymuszająca do żebractwa i ciężkiej pracy fizycznej, której towarzyszy ograniczenie godzin snu i wartości energetycznej posiłków."

A zatem ogólną wzmiankę, która jak wynika z poprzedniego zdania, dotyczy "niektórych sekt, w których "nierzadko wierni", odczytał Pan jako zarzut postawiony naszemu związkowi wyznaniowemu, który jakoby zmuszał ludzi do żebractwa etc. Tak długo, jak interpretację taka zachowuje Pan dla siebie, choć jest ona sprzeczna z logika i bezpośrednim znaczeniem przytoczonych powyżej cytatów, jest to Pańskie niezbywalne prawo. Gdy jednak zaczyna Pan publicznie dzielić się swoją żonglerką słowną, wprowadzając w ten sposób w błąd czytelników i dziennikarzy prosimy, aby liczył się Pan z konsekwencjami takiego postępowania. Ta, jak i inne Pańskie dotychczasowe wypowiedzi, są nie tylko sprzeczne z rzeczywistością, ale są takie obraźliwe i szkalują nasz związek wyznaniowy. Jeśli takie wypowiedzi będą się powtarzały, będziemy zmuszeni wytoczyć Panu proces sądowy i domagać się zadośćuczynienia strat, jakie w wyniku Pańskiej nieodpowiedzialnej propagandy wyrządzone zostały naszemu dobremu imieniu w Polsce. Chciałbym poinformować Pana, iż nasz związek wyznaniowy rozpoczął już dwie sprawy tego typu i nie zawahamy się przed skierowaniem do sądu kolejnych.

Wracając do treści Pańskiej wypowiedzi - chcielibyśmy zwrócić Pańską uwagę na fakt, iż dokument, na który się Pan powołuje jest sam w sobie skandalicznym nadużyciem. Nazywanie dystrybucji książek religijnych czy zbierania dotacji na akcje charytatywne przez wyznawców Hare Kryszna żebractwem jest uwłaczające i wynikać może jedynie z ignorancji lub złej woli autorów. W dodatku autorzy raportu powołują się jedynie na źródła katolickie oraz materiały prasowe, które nie mogą być przyjęte za obiektywne źródła wiedzy o nowych ruchach religijnych.

Z należnymi wyrazami szacunku, XXX

----------

Czy zarzuty nadawcy powyższego listu nie przypominają Państwu zarzutów dziennikarki "Polityki" Przypadek? Być może, lecz bardziej wygląda mi to na wcześniejsze konsultacje.

Wyznawców Kriszny zdaje się bardzo bulwersować zarzucanie im żebractwa (choć wcześniej w w.w. liście udają, że ich ten zarzut raportu nie dotyczy!). Zastanówmy się zatem, czy ich protest nie jest aby napisany nieco na wyrost pod publikę. Pomocą w naszych rozważaniach niech będą istotne fragmenty listu (datowanego na grudzień 1997r.), który został przesłany z pewnego ośrodka kultu Kriszny (mieszczącego się gdzieś w Polsce), do jednej wyznawczyni. Rodzice tej dziewczyny (zaniepokojeni regularnym "znikaniem" z domu gotówki) godząc się na zapoznanie naszych czytelników z treścią owego listu prosili, by dla dobra sprawy nie ujawniać danych personalnych ich córki. Szanując prywatność korespondencji, postanowiliśmy w redakcji nie podawać również nazwiska guru oraz danych nadawcy, a ogólną treść listu tylko omawiamy.

----------

Do Polski ma przylecieć pewien wysoki rangą nauczyciel duchowy. "Co do zbiórki na bilet, to jest to jut kilkuletnią tradycją (na życzenie XX-a), że Jego polscy uczniowie składają się na ten cel. Zwykle prosimy o wpłacanie po 100 USD, ale sądzimy, że w przyszłym roku będzie mocna sumę tę obniżyć, gdyż XX-owi szybko przybywa uczniów i mamy nadzieję, że będą oni chętni, aby podjąć tę odpowiedzialność". Autor listu przypomina, iż termin wpłaty upływa pod koniec grudnia "tak więc taksami można zbierać przez cały rok... ". Oczywiście po każdej zbiórce XX ma dostawać "szczegółowe raporty o tym kto i ile wpłacił". Bilety są kupowane na linie British Airways w klasie ekonomy co ma stanowić dobry standard, gdyż XX jest co roku niezwykle zadowolony i wdzięczny". Jak dalej czyłamy... "jest to pewna inwestycja jeśli ktoś stawia sobie za cel zadowolenie Mistrza Duchowego". Dalszą część listu stanowi wywód, jak ta zbiórka ma być ważna dla wykonania "praktycznej służby oddania". Mistrz duchowy ma bowiem oczekiwać od uczniów by wspomagali jego nauczanie. "Sam XX częstokroć krytykuje postawę ucznia zwaną <<uczeń dandavat>> która polega na wyłącznym składaniu pokłonów przed obrazkiem, a gdy przychodzi do wykonania rzeczywistej służby dla Guru, uczeń taki bezradnie rozkłada ręce. Jaki jest pożytek z takiej osoby, która tylko je i składa pokłony?"- pyta nadawca. Pod koniec listu pada zdanie, na które warto zwrócić baczniejszą uwagę: "Szczególnie osoby będące brahmacarinami (lub brahmacarinkami) (mówiąc ogólnie: odpowiedzialnymi za zdobywanie środków na rzecz grupy przyp.aut.) zobowiązane są do zbierania (Srimad Bhagavatam mówi nawet o żebraniu) datków dla swojego mistrza duchowego".

----------

Jak mieliśmy okazję się przekonać z wiarygodnego źródła, nawet święta księga Srimad Bhagavatam ma mówić o żebraniu na rzecz swojego guru. Czy zatem "święte oburzenie" wyznawców Kriszny na zarzuty raportu, nie jest czasem hipokryzją? A jak nazwać wywody założyciela ISKCON-u, guru Prabhupady, który w wydanej przez Towarzystwo książce "Doskonale pytania - doskonale odpowiedzi" (Wrocław 1986, s. 55 - 56) uczy jak "wyciągać" od ludzi pieniądze. Oto mała dawka jego wywodów: "Jeśli powiem: <<"Ty nie jesteś właścicielem, właścicielem jest Kriszna>> - to nie będziesz zbyt zadowolony. Zrozum - ignorancja jest rozkoszą. Zatem jest moją głupota, że mówię ci właściwą prawdę. (...) Dlatego postępujemy jak żebracy: <<Mój drogi panie, jesteś niezwykle wspaniałym człowiekiem. Ja jestem sannyjasinem, żebrakiem i zamierzam zbudować światynię. Czy możesz dać mi trochę pieniędzy?>> (...) Jeśli przyjdę jako żebrak, to raczej coś mi da. A gdy powiem mu prawdę, nie da mi ani szylinga. (...) więc powinniśmy tak robić. (...). Więc w taki czy inny sposób, weź jakieś pieniądze od niego...".

Powyższa "instrukcja" nie jest tylko teorią. Czciciele Kriszny wymyślają różne bajeczki, żeby "podarować" nam swoje książki, prosząc w zamian o datek na jakiś rzekomo "szczytny cel". Raz może to być szpital dziecięcy, innym razem powiedzmy schronisko dla zwierząt - wszystko zależy od fantazji zbierającego. Ważne by "klient" zabrał "darmową" książkę i wyłożył pieniądze na rzekomy "szczytny cel". I wcale nie musi wiedzieć, że właśnie ma do czynienia z członkami Hare Kriszna po co? No cóż. Żebractwo może mieć wiele twarzy niczego to jednak nie zmienia. Tu raczej jest kwestia uczciwości, której wyraźnie wyznawcom Kriszny podczas owej "kwesty" (i nie tylko wtedy) brakuje.

Dociekliwy