Źródło: Sekty i Fakty

Inkwizycja w natarciu

Tomasz Franc OP

Temat sekt sam w sobie jest pasjonujący. Wielu zapewne zadaje sobie pytania, czym w ogóle jest sekta, co sprawia, że zwykli, prości ludzie, tacy wzięci spośród nas, trafiają do sekty, mało tego, zostają w niej nawet wtedy, gdy się okaże, że ma ona na nich samych i ich rodziny destrukcyjny wpływ. Temat pasjonujący, ale i niebezpieczny...

p>Problematyce sekt poświęcona została konferencja naukowa zorganizowana przez Gliwicki Ośrodek Konsultacyjny Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Opolskiego. Spotkanie, będące częścią całego cyklu konferencji, odbyło się w auli Politechniki Śląskiej w Gliwicach 18 kwietnia 2002 roku.

Moim zadaniem było przedstawienie problemów związanych ze zdefiniowaniem tego, co nazywamy sektą, oraz przedstawienie krótkiego wykładu zatytułowanego Tożsamość i funkcjonowanie Dominikańskiego Centrum informacji o Nowych Ruchach Religijnych i Sektach. Chciałem podzielić się również doświadczeniem dotyczącym pracy z ludźmi, którzy w sekcie byli, i z ich rodzinami.

Był to wykład otwarty, skierowany do szerokiego grona odbiorców. Na sali wśród słuchaczy znaleźli się przedstawiciele różnego rodzaju grup religijnych.

Po moim wystąpieniu przewidziany był czas na zadawanie pytań. Niestety, już po około dziesięciu minutach wykład został przerwany. Dwóch panów zadawało pytania w sposób bardzo niekulturalny, nie wykazując przy tym żadnego zainteresowania próbą odpowiedzi bądź prośbą o pozostawienie swoich pytań - na koniec spotkania.

Na prośbę moją oraz jednego ze słuchaczy reagowali jeszcze większą agresją słowną, wykrzykując: "A Dominikanie to jaka sekta?, Inkwizycja dominikanie palili ludzi..." itp. Słuchacze, w większości studenci Politechniki, byli oburzeni ich zachowaniem i dawali wyraz solidarności ze mną przez zagłuszanie obraźliwych okrzyków.

Interweniował gospodarz spotkania, czyli rektor Politechniki, który wcześniej otrzymał już telefony z pogróżkami, za to że udostępnia aulę na tego rodzaju wykłady. Prosząc o spokój, przypomniał on, że po wykładzie przewidziana jest dyskusja.

Te słowa również spotkały się z ostrą reakcją przeszkadzających. Odpowiedź pozostałej części audytorium była zdumiewająca. Słowa rektora zostały przyjęte przez nich gromkimi oklaskami. Niestety, osoby przeszkadzające nie usłuchały prośby. Wezwano straż akademicka, którą poproszono o zaprowadzenie porządku w auli.

Obaj panowie zostali wyprowadzeni z sali, jednego opierającego się usunięto w kajdankach. Później okazało się, że jeden z mężczyzn, według relacji prorektora, posiadał przy sobie długi nóż.

Pomimo całego zajścia wykład potoczył się dalej, było mnóstwo czasu na pytania, których nie brakowało. Pytania mogli zadawać wszyscy, także osoby, które reprezentowały tę samą grupę co przeszkadzający. Z prawa tego skorzystała jedna z uczestniczek konferencji, która określiła się jako należąca do Zachodniego Zakonu Sufi. Na jej pytanie starałem się odpowiedzieć z należytą kompetencją. Wykład, podobnie jak i końcowe słowa rektora, komentujące cały incydent, spotkały się z życzliwym przyjęciem ze strony słuchaczy.

Niestety, w Internecie spotkałem się z innym komentarzem na temat konferencji, na której byłem przecież prelegentem. Ze względu na troskę o prawdziwe przedstawienie całości zdarzenia decyduję się na zacytowanie wypowiedzi anonimowej osoby o zagadkowym pseudonimie Kafi. Przepraszam tych, którzy poczują się w jakiś sposób zdegustowani poniższymi słowami:

----

INKWIZYCJA W NATARCIU

Witam!

Myślę, że sprawa dotyczy nas wszystkich...

Właśnie wczoraj (18.04) byłem sobie na wykładzie nt. sekt na Politechnice Śląskiej w Gliwicach. Wykład prowadził tzw. ojciec, dominikanin Tomasz Franc. Na wykładzie był też Mohan [Ryszard Matuszewski - T.F.] i kilka innych osób z Sanghi. Po kilkunastu minutach wykładu Mohan jako pierwszy zadał grzecznie panu pytanie, na które NIE zechciał on odpowiedzieć, wykręcał się od odpowiedzi, twierdząc że to go rozprasza.

Następnie zadałem pytanie ja, przerywając jego wykład, ponieważ na ostatnim wykładzie, na którym byłem, pod koniec na pytania było około 7 minut i na żadne pytanie odpowiedzi nie zdążyłem uzyskać. Pan nie zechciał odpowiedzieć i na to.

Ponieważ pytania były "niewygodne", wezwano Straż akademicką i policję katolicką. Mohana kilku panów dopadło używając niepotrzebnej siły, brutalnie powykręcali mu ręce (w tym rękę w gipsie z ostatniego napadu tych samych sił), po czym przemocą wyprowadzono nas z auli uczelni (ja zostałem skopany, pomimo iż nie stawiałem oporu wcale, mam na nodze wielkiego siniaka!). Mało tego!

Po tak brutalnym zatrzymaniu przez katolickie gestapo w czarnych mundurach, wywieziono nas do izby wytrzeźwień!! gdzie musieliśmy dmuchać w balonik. Tak katoliccy faszyści traktują poglądy inne niż własne. Po drodze pytałem czarnych gestapowców, dokąd nas wiozą, na co jeden powiedział, że na Oświęcim.

Na izbie niestety nie stwierdzono u nas alkoholu, więc nie za bardzo wiedzieli, co z nami zrobić. Stwierdzili, że za gadanie teraz odcinają języki... Wyluzowali dopiero gdy Mohan zaczął opowiadać o Amnesty International.

Taki jest oto sposób traktowania niewygodnych, "nieprawomyślnych", przez Opusdeistyczny zakon Diabelskich Dominikanów, faszystów mających do dyspozycji na swoje usługi policyjne bestialskie gestapo.

Trzeba poważnie zacząć działać, przeciwdziałać faszystowskiemu sekciarstwu, bo jeśli już zakuwają ludzi w kajdany za zadawanie niewygodnych pytań, to niedługo zaczną palić na stosach, wsadzać do komór gazowych albo diabły wymyślą coś gorszego.

Pozdrowienia, Kafi

----

Powyższy tekst został zamieszczony na otwartej liście dyskusyjnej Fundacji Atena, która - o czym należy pamiętać - nie ma wpływu na jakość tekstów umieszczanych na jej liście.

Myślę, że nie trzeba komentować powyższej wypowiedzi. Warto jedynie dodać, że ilekroć jako Dominikańskie Centrum Informacji o NRRiS spotykamy się z pytaniami, czy dana grupa destrukcyjna jest sektą, oprócz definicji zawartej w Raporcie... dostarczamy pytającemu faktów dotyczących danej grupy bądź jej lidera, aby mógł samodzielnie dokonać oceny.

To trudne, ale niezbędne, ażeby uniknąć komentarzy typu: "Kościół walczy o rząd dusz", "nietolerancyjny ciemnogród" lub "inkwizycja w natarciu".

Tomasz Franc OP