Źródło: Sekty i Fakty

Jak to Fakty i Mity z Bractwem Himawanti partię zakładały

Krzysztof Paśniewski, Grzegorz Fels

Myślałem, że w życiu nie wypowiem słowa "sekta" pod adresem jakiegokolwiek Kościoła czy związku wyznaniowego. To słowo dla mnie nie istniało, bo każdy ma przecież prawo wierzyć w to, co chce i jak chce, jeśli nie szkodzi przy okazji innym ludziom.

Powyższe słowa zostały napisane w antyklerykalnych Faktach i Mitach (nr 36/2002) przez niejakiego Jonasza, czyli Romana Kotlińskiego - redaktora naczelnego owego piśmidła, zaliczanego powszechnie do tak zwanych "brukowców".

Co ciekawe, ten były katolicki ksiądz musiał ostatnio nieco skorygować swoje zdanie na temat sekt, bo do ich grona niespodziewanie zaliczył... Bractwo Zakonne Himawanti, z guru Mohanem (czyli niejakim Ryszardem Matuszewskim) na czele [1].

Stało się to niespodziewanie, gdyż początkowo Fakty i Mity dzielnie stawały w obronie guru Mohana oraz jego ludzi i z nieukrywaną satysfakcją donosiły na swoich łamach: "Po kilku latach prześladowań, po dwóch latach spędzonych w aresztach śledczych i zakładach psychiatrycznych, okrzyknięty przez kler religijnym terrorystą, wyznaniowy więzień wyszedł na wolność" [2].

Członkowie Bractwa odpłacali się za to gazecie Kotlińskiego wielką sympatią. Mówili z nią wtedy jednym głosem, wspólnie dzielnie walcząc (każde na swój sposób) z "zacofanym" katolickim klerem i jego poplecznikami. Warto przy tym zauważyć, że sposób myślenia, argumenty i specyficzne słownictwo używane przez ludzi z sekty Mohana do atakowania Kościoła, zdają się być jakby żywcem wyjęte z tego antyklerykalnego brukowca. Swoją drogą ciekawe, kto od kogo czerpał natchnienie?

Jeszcze w lutym ubiegłego roku, po prelekcji Grzegorza Felsa w auli Politechniki Śląskiej w Gliwicach [3], członkowie sekty zachwalali Fakty i Mity jako jedyne pismo w Polsce, obiektywnie opisujące rzeczywistość.

Skąd zatem taka nagła zmiana stanowiska eks-księdza wobec niedawnych sojuszników? Otóż kiedy ambitni redaktorzy wojującego antyklerykalnego brukowca poczynili z początkiem ubiegłego roku pierwsze kroki w celu utworzenia partyjki o szumnej nazwie Antyklerykalna Partia Postępu "RACJA", przedstawiciele Bractwa Zakonnego Himawanti wraz ze swoim guru ochoczo zasilili jej szeregi. Co ciekawe, stanowili oni początkowo aż 1/7 wszystkich członków partii [4].

Sam Mohan został nawet demokratycznie wybrany... przewodniczącym "RACJI" na całe województwo śląskie (sic!). Kotliński, zachwycony czynnym zaangażowaniem członków sekty w powstawanie nowych struktur jego partii, był wówczas przekonany, że są oni "najbardziej ideowymi, walecznymi antyklerykałami" [5].

Już wkrótce miało się jednak dla niego okazać, że postanowili wynieść swoją sektę na barkach RACJI. Na spotkaniu założycielskim partii w Katowicach ponad połowę przybyłych stanowili ludzie z sekty Mohana. Podobnie rzecz się miała w województwach: kujawsko-pomorskim, opolskim, częściowo gdańskim (wiceprzewodnicząca) oraz w zarządzie powiatowym w Częstochowie [6].

Zdarzało się także, iż ludzie Mohana zjeżdżali się do jednego ośrodka, by zdobyć tam liczebną przewagę podczas głosowania. Wyraźnie rozsierdzony tym faktem Kotliński musiał później przyznać na łamach swego pisma: "Mohanowcy z lubością gwałcili demokrację w RACJI, sami w ogromnej większości będąc miernotami kulturalnymi i moralnymi".

Miarka całkowicie się jednak przebrała, gdy Matuszewski - obrażony na redaktora naczelnego między innymi za niepublikowanie jego artykułów w Faktach i Mitach (taka przynajmniej jest wersja Jonasza) - zaczął wszczynać prowokacje. Jego ludzie mieli nalepiać na karoserie samochodów i znaki drogowe ulotki Faktów i Mitów, za co z kolei rzekomo obrywała sama gazeta. Prawdziwą jednak wojnę rozpoczęło dopiero ostre upomnienie, jakiego Kotliński udzielił Matuszewskiemu podczas ogólnopolskiego zebrania zarządów wojewódzkich, w czego efekcie usunięto guru Mohana z szeregów partii.

W odwecie Matuszewski ogłosił na portalu internetowym Gazety Wyborczej (pod nazwiskiem innego członka śląskiego zarządu APP "RACJA"), że chce... zabić papieża. Co więcej, gdy policja aresztowała Mohana, ten miał zeznać, że do zamachu podżegał go sam Kotliński! Tego było już jednak za wiele nawet dla tak "otwartego" na nauki sekt byłego księdza.

Chyba dopiero wówczas naprawdę uwierzył, że Matuszewski-Mohan to zwykły hochsztapler, który wtajemniczenie otrzymał od samozwańczych wschodnich zakonów medytacyjno-ezoterycznych, a członkowie Bractwa to - jak sam naczelny Faktów i Mitów ostro napisał - sekciarze o wypranych mózgach.

Ci z kolei odwdzięczali mu się otwartym krytykowaniem i szkalowaniem RACJI oraz Faktów i Mitów za pośrednictwem Internetu i na zebraniach partyjnych. Mieli między innymi powszechnie rozpowiadać, że "faktomitowcy" są z... Opus Dei (sic!) [7].

Jako że po usunięciu Mohana ludzie z jego sekty nadal byli lokalnymi szefami RACJI i stanowili lwią część jej członków, Kotliński zwołał zebranie założycieli partii, którzy z kolei zawiesili działalność jej zarządów na terenie całego kraju. Jeszcze tego samego dnia wydano nowe pełnomocnictwa zarządom, które nie miały już w swych szeregach członków sekty Mohana.

Niestety, Jonasz z tej smutnej przygody nie potrafił (a może nie chciał?) wyciągnąć dla siebie i swego pisma należytych wniosków. Nadal są bowiem widoczni w jego otoczeniu przedstawiciele różnych wojujących grupek religijnych, jak chociażby pochodzący z Wodzisławia Śląskiego niejaki Bolesław Parnia [8].

Ten smutny fakt nie powinien nikogo jednak dziwić. W Faktach i Mitach zdaje się bowiem panować niepisana zasada: Każdy jest swój, kto nie lubi "ciemnego kleru" i chce mu dołożyć! (No, po przygodzie z Bractwem Himawanti to trzeba powiedzieć: prawie każdy). Można tu czasem obok tekstów eks-księdza Kotlińskiego spotkać obszerny artykuł zaangażowanego ideowo... satanisty (osobiście sprawdzone!).

Jakież to smutne, gdy się pomyśli, na jakie życiowe manowce można zejść, będąc teologiem z mocno skrzywionym spojrzeniem na wiarę (trudno tu teraz wnikać, dlaczego tak się stało).

Mówiąc obrazowo, z prawdziwym wizerunkiem Kościoła na łamach Faktów i Mitów jest tak samo, jakbyśmy zagranicznego turystę oprowadzali tylko i wyłącznie po śmietnikach miasta i z uporem maniaka wmawiali mu, że to jest CAŁY Kraków.

Redakcjo i czytelnicy Faktów i Mitów, czy nie czas już wyjść z tych brudów na życiowe planty i pooddychać świeżym powietrzem? Szkoda życia na sztuczne hodowanie w sobie robaka nienawiści, który sieje w was samych wewnętrzne spustoszenie. Czy potraficie jeszcze spokojnie i bez uprzedzeń spojrzeć na złożoną i bogatą rzeczywistość Kościoła? Jeśli tak, to gratulacje.

Krzysztof Paśniewski
Grzegorz Fels

PS

Pytał kiedyś naszą redakcję jeden z biskupów, dlaczego kwartalnikowi daliśmy tytuł Sekty i Fakty? Czy nie obawiamy się, że będziemy źle kojarzeni z Faktami i Mitami? Niestety, miał rację. Bywa, że dziennikarze i słabo zorientowani potencjalni czytelnicy mylą nasze tytuły. Jednak my po prostu byliśmy... pierwsi.

PRZYPISY

1. O sekcie tej pisały Sekty i Fakty w nr 2/2002.

2. Art. Mohan na walach [w:] Fakty i Mity, nr 4/2002.

3. Por. Sekty i Fakty, nr 2/2002, s. 25-27.

4. tj. ok. 1 tys. osób.

5. Ten i kolejne przytoczone tu cytaty, za: Fakty i Mity, nr 36/2002, s. 2.

6. Dane ze źródła jw.

7. Bractwo Zakonne Himawanti chyba wyjątkowo nie lubi tej uznanej katolickiej organizacji. Komu chcą "dowalić", irracjonalnie przylepiają etykietkę, że jest właśnie z Opus Dei.

8. Jest on choćby autorem paszkwilu: Prawda o dogmatach Kościoła katolickiego. Od dawna zresztą zasila łamy Faktów i Mitów artykułami szkalującymi wierzenia Kościoła katolickiego i prowadzi werbowanie do judaizującej sekty biblijnej o nazwie Zbory Boże Chrześcijan Dnia Siódmego, która redukuje wiarę chrześcijańską do minimum. Jego wypowiedzi cechuje schematyczna i powierzchowna argumentacja oparta na wyrywkowym cytowaniu Biblii i ewidentnym manipulowaniu historią.