Niepotrzebnie tak daleko szukałem... - rozmowa z byłym świadkiem Jehowy
Artur, byłeś świadkiem Jehowy?
Tak. Trwało to 3 lata, z czego 2 poświęciłem poznawaniu ich doktryny i rok byłem czynnym świadkiem Jehowy - chodziłem po domach i głosiłem nauki.
Czyli po tak zwanym chrzcie?
Tak, było to po "chrzcie", który przyjąłem 4 kwietnia 2000 roku na basenie w Ostrołęce.
Rok głosiłeś. A co potem?
Przejrzałem na oczy. Zacząłem zauważać rażące błędy "braci" i "sióstr". Zastanawiałem się nad odejściem, bo ludzie, którzy mówili, że są święci, bardzo mnie zawiedli.
...?
Widzę, Tomku, że nie za bardzo wiesz, o co chodzi. Spotkałem między innymi homoseksualistę, który próbował mnie wykorzystać. Było to tym bardziej rażące, że będąc jeszcze świadkiem, wciąż słyszałem plotki o księżach, którzy rzekomo utrzymują stosunki homoseksualne. Osobiście żadnego księdza na tym nie przyłapałem, a świadka tak. I to mnie zdenerwowało.
Starsi [1] też nie dali mi dobrego przykładu. Pracowałem u jednego z nich na wsi. Najpierw mi płacił - co prawda niewiele (50 zł tygodniowo) - a później przestał wypłacać nawet te nędzne grosze. Spotkałem się też z przypadkiem specyficznego okazywania miłości.
Odwiedziłem jedną z "sióstr", która była chora i nie mogła chodzić. Opowiadała mi o wizycie starszego, który przynaglał ją do częstszego głoszenia [2], ponieważ nie miała wystarczającej liczby godzin [3].
I wystąpiłeś ze zboru?
Nie do końca. Przestałem przychodzić na zebrania, zerwałem wszelkie kontakty. Pewnego dnia spotkałem na ulicy starszego zboru, który kiwnął na mnie palcem, abym podszedł. Zadziałało to na mnie jak przysłowiowa płachta na byka, bo ludzie, którzy mają troszczyć się o "trzodę", traktują innych z góry. Powiedziałem dosłownie cztery słowa, które wystarczyły do tego, bym otrzymał list wykluczający mnie z organizacji, z czego się bardzo cieszę.
Zostałeś z powrotem katolikiem?
Staram się o to. Napisałem do księdza biskupa list, z prośbą o przyjęcie mnie na powrót do Kościoła i zdjęcie ze mnie kary kościelnej, czyli ekskomuniki. Przyjmując "chrzest" u Świadków, przecież odrzuciłem Kościół. Mój list jest rozpatrywany. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy [4].
Jak z dzisiejszej perspektywy widzisz Świadków Jehowy?
Nawet ja nie wiedziałem, że mam do czynienia z sektą. Dopiero rozmowy z tobą w pełni mi to uświadomiły. Spojrzenie na obiektywne kategorie, według których jakaś organizacja jest sektą, otworzyły mi oczy na to, co jest w organizacji Strażnicy.
Pamiętam jak rozmawialiśmy. Wspomniałeś między innymi, że w razie wypadku nie zgodzisz się na transfuzję krwi. Wówczas już rok nie byłeś świadkiem Jehowy!
Tak. Byłem przekonany, że przetoczenie krwi przynosi same choroby i jest grzechem. Przekonałeś mnie, że Świadkowie się mylą. Piąte przykazanie brzmi: Nie zabijaj, a oni już tyle osób poświęcili, stosując swoje przekonania. Jest to klasyczne dla sekt "pranie mózgu".
Skoro byłeś sekciarzem - jak sam powiedziałeś - to również werbowałeś...
Ja ich nawracałem - jak wtedy myślałem. Na początku należy jakoś zacząć rozmowę, stawiając pytanie rodem z "Audio-tele", np.: Jakie pani ma śliczne dzieci. Czy chciałaby pani szczęścia dla swoich dzieci? Kto wówczas odpowie, że nie! Wtedy wyciąga się publikację, w tym wypadku z kolorowymi obrazkami, z pięknie wyglądającą ziemią po Armagedonie. I mówi się: Może pani żyć w takich warunkach razem ze swoimi dziećmi. Jeśli rozmówca okaże jakieś zainteresowanie, zostawia się publikację, nie zapominając o umówieniu się na następną wizytę. Najlepiej wtedy wziąć też numer telefonu. Na koniec trzeba mile podziękować za rozmowę.
Oczywiście wszystko należy skrzętnie notować, łącznie z reakcją rozmówcy na wizytę świadków Jehowy. Gdy osoba się zgadza, następuje druga rozmowa w umówionym wcześniej terminie, a jeśli termin nie został wyznaczony, to i tak dojdzie do rozmowy, ale po dłuższym czasie [5], tak aby "klienta" nie zrazić. Świadkowie starają się nie wyglądać na nachalnych.
W czasie drugiej wizyty, gdy jest możliwość, proponuje się tak zwane "studium biblijne", czyli czytanie podręcznika podzielonego na lekcje, i zaprasza na spotkania do Sali Królestwa. Studium trwa od pół roku do 2 lat, potem powinien nastąpić "chrzest" - o czym przypomina ostatni rozdział książki Wiedza, która prowadzi do życia wiecznego.
W moim przypadku, jako że poszukiwałem Boga, ten schemat okazał się skuteczny. Właśnie takich osób - zagubionych, szczerych - się poszukuje.
W ostatecznym rozrachunku udało ci się? Znalazłeś Boga?
Znalazłem, tylko niepotrzebnie tak daleko szukałem. Dowiedziałem się o tym na kursie Filip [6], który uzmysłowił mi, że Bóg nie odstępował i był cały ten czas blisko mnie. Uświadomiłem sobie kim jestem, jakie są moje problemy i dokąd zmierzam. Znalazłem po prostu cel swego życia, a przede wszystkim Boga, który kocha mnie takiego, jakim jestem.
Świadkowie Jehowy uczą, że Bóg jest surowy, że miłością nie obdarza za darmo, ale nagradza. A ja wiem teraz, jak bardzo się mylą i jak bardzo są samotni, nie doświadczając Boga. Ja, w przeciwieństwie do nich, doświadczyłem Go choćby na wspomnianym kursie. Oni nawet nie wierzą, że jest to możliwe. Mnie Bóg dotknął, dał mi odczuć, jak bardzo mnie kocha. Chciałbym, Tomku, żeby i oni to odczuli...
Pewną próbą rozwiązania tego problemu są kursy proponowane przez wspólnotę Szkoły Nowej Ewangelizacji św. Fidelisa w Łomży. Bardzo trudno jest o czymkolwiek przekonać człowieka uwikłanego w sektę. Uczestnicząc zaś w tych kursach, można się między innymi dowiedzieć, jak z taką osobą rozmawiać, jednocześnie skutecznie siebie i ją ewangelizując.
PRZYPISY
1. Chodzi tu o "funkcjonariuszy" organizacji.
2. Czyt.: chodzenia po domach.
3. Świadkowie rejestrują czas głoszenia.
4. Już po udzieleniu wywiadu, biskup zdjął ekskomunikę z Artura. Po publicznym wyznaniu wiary został on przyjęty do wspólnoty Kościoła.
5. W przypadku werbunku w blokach: od dwóch tygodni do miesiąca.
6. Obecnie Nowe Życie.

