„Przodków swoich nie zjadać?” - O prawdziwym znaczeniu wegetarianizmu w sektach

Joanna Chaberska

Pojęcie wegetarianizmu już na stałe zadomowiło się w umysłach polskiego społeczeństwa, stając się dla większości z nas czymś zupełnie naturalnym. Nawet stosowanie tego typu diety przez sekty zostaje często pominięte przy wymienianiu zagrożeń czyhających na adeptów, jako coś, co nie ma żadnego wpływu na kształtowanie się ich nowej tożsamości.

Czy jednak tak jest naprawdę?

Kilkanaście lat temu w naszym kraju, w licznych publikacjach na temat zdrowego sposobu życia, zaczęto promować wegetarianizm. Zachwalano jego dobroczynne dla organizmu skutki i polecano jako świetny sposób na zapobieganie chorobom cywilizacyjnym.

Obecnie stosowanie diety wegetariańskiej już praktycznie nikogo nie dziwi. Coraz częściej spotykamy osoby, które zrezygnowały z produktów zwierzęcych i ich pochodnych na rzecz zdrowej żywności.

Gdy zapytamy takiej osoby, co spowodowało tą zmianę sposobu żywienia, usłyszymy najczęściej, że chodzi tu o względy zdrowotne, czy też chęć utrzymania szczupłej sylwetki. Jeżeli jednak zapytać o to samo członka sekty, usłyszymy, że jego decyzja wiąże się z konkretnymi wierzeniami lub ideologią, w myśl której jedzenie mięsa jest grzechem.

W wielu sektach jedną z podstawowych zasad jest właśnie stosowanie wegetarianizmu jako najlepszej możliwej formy diety. Konieczność zmiany sposobu żywienia przez osoby przystępujące do tego typu ruchów tłumaczona jest na różne sposoby, których ze względu na ich mnogość i różnorodność nie jestem teraz w stanie tutaj wszystkich przytoczyć.

Z pewnością tym, co łączy ideologie tego typu grup, jest zazwyczaj wiara w reinkarnacje. Nie znaczy to oczywiście, że każdy, kto wierzy w reinkarnację musi być od razu członkiem sekty.

Adeptom sekt wpaja się przekonanie o wędrówce dusz, możliwości wcielenia się w postać zwierzęcia, itp. Dla przykładu: Misja Czaitanii, podobnie jak Hare Kriszna naucza, że osoby, które w obecnym życiu lubią spożywać pokarmy mięsne najprawdopodobniej w kolejnym wcieleniu będą drapieżnym lub też padlinożernym zwierzęciem. Jeszcze innym tłumaczeniem, głównie w sektach praktykujących medytację, czy też sektach uzdrawiających, jest to, że jedzenie mięsa zakłóca prawidłowy przepływ energii i stoi na przeszkodzie w duchowym doskonaleniu się.

Czy jednak rzeczywiście chodzi tu tylko o konkretne wierzenia, którymi usprawiedliwiają się sekty? A może głoszenie nauk o reinkarnacji jest tylko skutecznym sposobem na odwrócenie naszej uwagi od prawdziwego celu stosowania wegetarianizmu?

Zajrzyjmy więc na chwilę do jadłospisu członków takich grup. Cóż tam znajdziemy? Zazwyczaj niewiele; będziemy mogli natomiast przekonać się, że w większości przypadków osoba taka nieracjonalnie się odżywia, a nawet głodzi. Była członkini Świętego Bractwa (mała gnostycka grupa działająca na południu Polski) tak wspomina swoje perypetie związane z odżywianiem się: „Wolno nam było spożywać tylko jeden posiłek dziennie i to jeszcze bezmięsny (...). Większości z nas nie było stać na zastąpienie białka zwierzęcego innymi produktami, dlatego często po prostu się głodziliśmy (... ).”

To nie jest jedyny przypadek, gdy adepci sekt wprowadzają niezwykle rygorystyczną dietę bez uprzedniej konsultacji z lekarzem i bez dokładnego jej zaplanowania. Zazwyczaj pozostają przy dawnych nawykach żywieniowych, wyłączając z nich jedynie, zakazane przez ruch produkty. Osoby stojące na czele takich organizacji doskonale zdają sobie sprawę jak się rzeczy mają i świetnie potrafią wykorzystać sytuacje.

Można by tutaj posłużyć się stwierdzeniem, że dla sekty „osłabiony uczeń to dobry uczeń”. Jak dowodzą liczne badania naukowe, przy osłabieniu organizmu jednocześnie słabnie zmysł krytyczny, dzięki czemu łatwiej jest podporządkować sobie taką osobę i wywierać na nią konkretny wpływ. Odpowiednio ułożona więc dieta w połączeniu z innymi technikami przyczynia się niejednokrotnie do głębokiego uzależnienia adepta od organizacji.

Zmiana sposobu żywienia ma jeszcze jeden, dość istotny w tym przypadku, cel. Mianowicie wytwarza w takiej osobie poczucie inności a wręcz wyższości nad innymi. To z kolei prowadzi do izolacji od tej części społeczeństwa, która postępuje inaczej.

Spotkałam się z takimi osobami, które odczuwały wręcz nienawiść do tych, którzy jedli mięso. Osoby te, same nie potrafiły do końca zrozumieć, skąd biorą się u nich takie odczucia. Członkini Hare Kriszna w czasie rozmowy ze mną tak o tym mówiła: „Czuję wstręt do wszystkich mięsożerców i nie potrafię tego zmienić, choć wiem, że to nie jest normalne”.

Oczywiście każda sekta dorabia sobie taką ideologię, która będzie w stanie wytłumaczyć stosowanie, najbardziej nawet dziwacznych, praktyk.

Wszystko po to, by ukryć przed społeczeństwem prawdziwe cele swojej działalności i przenieść ewentualny atak na często absurdalne wierzenia, by móc spokojnie wyzyskiwać swoich członków, gdy inni będą się głowić nad zawiłymi naukami grupy.

Joanna Chaberska
Centrum Przeciwdziałania Psychomanipulacji