Źródło: "NIE Z TEJ ZIEMI"

Różdżkarz, spec od wyszukiwania wody

o. dr Aleksander Posacki SJ

Zacznę od razu od sedna sprawy. Czy różdżkarzowi chodzi o wynajdywanie wody, czy może o stwierdzenie "specyficznego promieniowania wody", które ( nie wiadomo dla czego) ma rzekomo powodować rozmaite choroby, w tym także te najcięższe (raka,itp.)?

Motywacja strachu przed chorobą jest o wiele większa niż motywacja wykopania studni, a więc różdżkarze mają co robić(i z czego żyć).

1. Niedawno zwrócił się do mnie z prośbą radiesteta, bym mu uratował żonę umierającą na raka. Przyjechał po mnie pięknym mercedesem i zawiózł do jeszcze piękniejszej willi. Kiedy zobaczyłem, że dosyć jeszcze młoda kobieta jest już ( od roku ) zupełnie zniszczona, byłem wstrząśnięty i zalała mnie fala współczucia. Pomyślałem wtedy, że rak może mieć inne przyczyny niż rzekome promieniowanie żył wodnych, skoro wzięty specjalista ma tak poważne i tragiczne problemy rodzinne. Pomyślałem też od razu, że coś tu nie jest w porządku i za chwilę wiedziałem już nawet co...

2.Radiesteta jako taki , znany był (i lubiany) powszechnie jako "poszukiwacz wody". Kathe Bachler, radiestetka austriacka, bardziej widzi jego rolę jako "poszukiwacza dobrego miejsca". Zbadała ona około 2000 mieszkań (przy pomocy różdżki) twierdząc, że przyczyną chorób i złego samopoczucia dzieci są "promieniowania ziemi"

Dr Samuel Pfeifer, lekarz chrześcijański, autor książki "Czy zdrowie za wszelką cenę?" zarzucił jej jednostronne pominięcie ogromu innych czynników przyczynowych...

Zarzuty wobec różdżkarzy nie są jedynie tego typu, jak to formułuje Pfeifer odsyłając je do irracjonalizmu i nienaukowości. Można się bowiem zapytać: "Dlaczego promieniuje tylko woda podziemna, a nie ta na powierzchni? Jak to jest fizycznie możliwe, że "żyła wodna" (samo pojęcie nie wytrzymuje geologicznej próby)swoje promieniowanie wysyła w tak silnych wiązkach, że można je jeszcze stwierdzić na dwudziestym piętrze wieżowca? Dlaczego właśnie tu nie ma zastosowania zasada fizycznego rozproszenia promieni?"

"Żył wodnych" dotąd nikt nie udowodnił, a wielu bardzo wielu w nie wierzy. Oto kolejna zagadka antropologiczna, tajemnica ludzkiej naiwności...

3.Jak powiedziałem, zarzuty są poważne, są arcypoważne, chociaż argument irracjonalny pomaga: nasza wiara musi wspierać się na filarze rozumności i coś w tym jest, że parapsychologia, okultyzmu, nie dają się pochwycić parametrami racjonalności, co nie znaczy oczywiście, że te zjawiska nie istnieją: mają jednak inne przyczyny niż te, które podają radiesteci "naukowcy". Okultyzm? Nie przesłyszeliście się. Radiesteta jest okultystą. Co zaś czyni okultyzm? Zabija duszę, a w następstwie ciało. To może właśnie dla tego wielu moich znajomych poczuło się zdrowszymi fizycznie (a przede wszystkim duchowo ) dopiero wtedy gdy wyrzucili "odpromienniki" ze swych mieszkań. ( czasem nie bez pewnego żalu, gdyż niekiedy kosztowały one dużo pieniądze, za które ktoś kupił sobie mercedesa, a może i piękną willę).

Wrażliwość radiestety to medialność ("odmienny", niebezpiecznie pasywny stan świadomości) , jak słusznie twierdzi Kurt Koch, lekarz, chrześcijanin, który zbadał ogromną liczbę przypadków kontaktu z okultyzmem (spirytyzmem, magia, wróżbiarstwo, uzdawianie) stwierdzając nie tylko szkodliwość, zwłaszcza duchową, alei sprzeczność z doświadczeniem chrześcijańskim. Różdżka, wahadełko to nie są instrumenty pomiaru ilości fal promieniowania wody, których w epoce lotów kosmicznych (!) - nie wykrywają najczulsze aparaty na ziemi (!), ale "punkt kontaktowy" stanu medialnego( z którego wielu, po osiągnięciu pewnej wprawy, nie musi już korzystać, jak to stwierdza Kathe Bachler). Radiesteta "rozmawia" z przedmiotem a nie "mierzy" przy jego pomocy. Radiesteta nie jest w stanie odróżnić "naturalnego"(jeśli istnieje) od "spirytystycznego", nawet jeśli tak mówi.

Posługuje się siłami których nie zna. Otrzymana "wiedza" nie daje mu żadnej ostatecznej pewności, choć czasem diagnozuje on używanie lekarstw, co decyduje o życiu i śmierci chorego. Gwałci pierwsze przykazanie( bezwarunkowy zakaz używania wszelkich sił naturalistyczno-spirytystycznych), i samo to otwiera go na wpływy demoniczne. Dlatego w chodzi on w obszar "przekleństwa" śmierci i wciąga innych. Jest więc duchowym zabójcą, grzesznikiem "par excellence" choć nie zawsze do końca "wiedzącym, co czyni". Śmiem jednak twierdzić, że nie jest do końca uczciwym człowiekiem, przynajmniej uczciwym intelektualnie.

4.Już w niejednym "ABC Radiescezji" znajdziemy stwierdzenie, że radiesteta nie tylko szuka wody, ale bada "wpływ promieniowania kosmicznego"(?). Może pożywienie, lekarstwa. Diagnozować choroby. Poznawać charakter człowieka(?). Odnajdywać zagubione rzeczy, ciała, schowane przedmioty. Diagnozować z fotografii. Określać płeć dziecka przed urodzeniem(??).

Jak to wszystko ma się do promieni żył wodnych? Gdzie tu elementarna uczciwość intelektualna?... Dlaczego nie powie od razu, że chodzi tu o mediumizm, doświadczenie całkowicie obce, a nawet sprzeczne z duchowo-mistyczną tradycją chrześcijaństwa (zobacz. Katechizm Kościoła Katolickiego 2116). Typowe jest natomiast dla szamanizmu, który jest wzorcem dla doświadczeń duchowych New Age. Z tą jednak różnicą, że szaman czy doświadczony "New-Ager" wie, co robi i nawet przyznaje się do tego: korzysta z przewodnictwa duchów (spirytyzm!), nawet jeśli używa tzw. sił naturalnych.

Wspomniany na początku radiesteta spytany przeze mnie, czy wie z jakimi siłami ma doczynienia, odpowiedział szczerze, że nie wie. Kiedy żona zachorowała on czuł(i ona też, że coś tu jest nie w porządku, że coś tu jest złego, złego w sensie duchowym i dla tego intuicyjnie zwrócili się do kapłana. Według mojego rozeznania i praktyki, możliwą przyczyną choroby żony były nie tylko ich wspólne grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu(pracowali wspólnie), ale też elementarna nieuczciwość: posługiwanie się wobec ludzi siłami ("energiami") niewiadomego pochodzenia i do tego za pieniądze. Takie grzechy dodatkowo ośmielają złe duchy do interwencji, do której i tak nie trzeba ich było zapraszać, jeśli przy pomocy różdżki, lub wahadełka szuka się "odmiennych stanów świadomości". Cierpiąca na raka kobieta odczuwała jakby obecność osobowego zła, czego dowodem było zaproszenie mnie w celu konsultacji. Było mi ciężko i smutno. Nie zdążyłem im tego wszystkiego powiedzieć. Za dużo dla nich było nowości w tej ciężkiej atmosferze jakiegoś "złego" cierpienia. Zresztą, wydawało mi się, że jest już za późno. Umówiliśmy się na następną wizytę. W dwa tygodnie później kobieta umarła.

o. dr Aleksander Posacki SJ