Schudnąć z Herbalife
Wiele osób na świecie cierpi na nadwagę. Wiele jest też sposobów i metod zrzucenia zbędnych kilogramów. Moda na szczupłą i zgrabną sylwetkę opanowała niemal wszystkich (nasila się ona zwłaszcza w okresie poprzedzającym wakacje i urlopy). Biedni "nadwagowcy" obu płci (choć panie bardziej przejmują się swoim zewnętrznym wyglądem) liczą kalorie, wsiadają na rowery, ćwiczą aerobik, sięgają po kolorowe magazyny w poszukiwaniu "diety cud".
Niejako wychodząc naprzeciw tym społecznym oczekiwaniom i dążeniom, powstała amerykańska firma Herbalife i w szybkim tempie podbiła swymi produktami międzynarodowy rynek, docierając także do Polski. Jej rewelacyjne ponoć produkty (abstrahując przy tym od ich wysokich cen) mają być niezastąpione nie tylko w walce z nadwagą ale i utrzymaniem czy nawet niedoborem wagi.
Co więcej, firma walczy także w pewnym sensie z bezrobociem, pozwalając rzekomo świetnie zarobić dystrybutorom jej produktów. W grę mają tu wchodzić naprawdę duże pieniądze.
Na pierwszy rzut oka obraz firmy wydaje się być tak kolorowy jak obrazki z jej materiałów informacyjnych. Kiedy jednak porozmawia się z kimś, kto lepiej poznał wewnętrzne mechanizmy działania tej amerykańskiej machiny to może nasunąć się wiele wątpliwości.
Przeczytajmy świadectwo pani Janiny, która zgodziła się podzielić z czytelnikami Sekt iFaktów swoimi interesującymi uwagami i doświadczeniami z dystrybutorami sieci bezpośredniej sprzedaży firmy Herbalife.
Jesienią 2000 roku, nie chcąc marnować wolnego czasu, postanowiłam poszukać sobie jakiegoś dodatkowego zajęcia. Zerwałam "zrywkę" z ogłoszenia o pracy dodatkowej. Zadzwoniłam pod podany na niej numer telefonu i pewien pan umówił mnie na spotkanie do biura.
Zapytany o rodzaj pracy jaką miałabym wykonywać, ogólnikowo odpowiedział: Będzie to praca w biurze przy fakturach. Poszłam zatem na to umówione spotkanie. W owym biurze pani mówiła przez okrągłą godzinę o firmie Herbalife i o jej produktach, które to miały ją uzdrowić z nerwicy depresyjnej, jej męża z wrzodów żołądka a syna z niedowagi.
Przyznam, że nie znałam wcześniej tej firmy ani jej produktów. Po rozmowie pomyślałam jednak, że skoro mam pracować tylko po dwie godziny dziennie przez pięć dni w tygodniu i to we własnym w domu przy odbiorze telefonów oraz dwa razy w tygodniu przyjeżdżać na godzinkę do biura, to będzie to odpowiednie zajęcie dla mnie.
(Dopiero później okazało się, że zostałam najzwyczajniej oszukana przez panią oferującą mi tę współpracę. W rzeczywistości pracowałam od 5-7 godzin przez cztery dni w tygodniu, plus soboty po sześć godzin i co drugi weekend szkolenie zagranicą).
Jestem rencistką, wdową, przez 32 lata pracowałam w handlu. Niczego nie podejrzewając postanowiłam przyjąć proponowaną ofertę współpracy z firmą Herbalife, wpłacając żądane 360 zł na licencję.
Dodatkowo otrzymałam (w prezencie?) pakiet produktów firmy, które miałam obowiązek spożyć aby być "wiarygodną" (?) Dalej jednak nie otrzymałam biurowej pracy przy fakturach, którą obiecywał mi pan umawiający mnie na pierwsze spotkanie.
Zagraniczne "bezpłatne" szkolenia i "cichy" towar
Duży nacisk kładziono na to, aby brać udział w bezpłatnych szkoleniach: Bez szkolenia nie ma pracy w firmie. Krok po kroku trzeba się tej pracy nauczyć. Pojechałam zatem na takie bezpłatne szkolenie do Czech.
Odbywało się ono w sobotę i niedzielę i chcąc wyjechać musiałam zapłacić 1 tys. koron. Przy czym nocleg kosztował 160 koron, 2 obiady po 65 koron, kolacja 50 koron, autobus 150 koron i dyskoteka - trudno mi dokładnie ocenić ale też chyba niewiele. No a gdzie się podziała reszta koron z owego tysiąca za to rzekome bezpłatne szkolenie?
Samo szkolenie polegało na tym, że liderzy firmy do złudzenia i znudzenia powtarzali na okrągło jedno i to samo - co już wcześniej zresztą słyszałam w naszym rybnickim biurze. Podkreślali jednak, iż jest to pokaz firmy w dużym wydaniu, który ludzi "bierze".
Jak się wydaje, jednym z głównych celów szkoleń było nakłonienie nowych osób do wykupienia pakietu towarów firmy za niebagatelną sumę 14 tys. zł. Ten zakup miał być warunkiem awansu - by nie być już zwykłym szeregowym sprzedawcą (bez potrzeby rejestracji swojej działalności gospodarczej w odpowiednich urzędach państwowych - jak zapewniano).
Pamiętam, że w czasie jednego ze szkoleń liderka rybnickiego biura Herbalife wyznała nam: "Gdyby mi ktoś wcześniej powiedział, że mam zgłosić działalność handlową, w życiu bym się nie zgodziła na współpracę. Ja wszystkie te działania liderów firmy odebrałam jako typowe zabiegi socjotechniczne."
Dystrybutorzy Herbalife jak wiadomo, zajmują się w naszym kraju rozprowadzaniem swoich zarejestrowanych i co za tym idzie, zgodnych z polską normą produktów. Mimo, iż gama wyrobów firmy jest większa, innych jej produktów sprzedawać w Polsce (bez zgody odpowiedniego urzędu) po prostu nie wolno.
Jak zatem ocenić znane mi przypadki "cichego" rozprowadzania w Polsce wyrobów dopuszczonych na rynek czeski? Mam tu konkretnie na myśli produkty: XtraCall, Tang-kuej, Schizandra i inne.
Uważam się za osobę uczciwą i tego rodzaju praktyki godziły w moje sumienie. Często więc wyrażałam głośno swój sprzeciw co nie podobało się liderom firmy. Moim zdaniem największymi wykroczeniami z ich strony było to, że na szkoleniach w ogóle nie poruszano tematu zgłaszania swojej działalności usługowej lub handlowej w odpowiednim urzędzie (Miejskim, Skarbowym czy ZUS-ie).
Były co prawda pytania dotyczące tej kwestii lecz zawsze kwitowano je lekceważącym uśmiechem lub zbywano lakoniczną odpowiedzią: nowych współpracowników to nie obowiązuje. I druga rzecz; to zakup i sprzedaż towarów firmy bez odpowiedniej dokumentacji (faktur, dowodów zakupu).
Szkoleniowe "pranie mózgu"
Dużo czasu na zagranicznych szkoleniach poświęcano wpływaniu na zmianę świadomości człowieka. Często powtarzano słowa: Musisz zmienić samego siebie, musisz słuchać, co się do ciebie mówi. Tylko od ciebie zależy co usłyszysz. Jeżeli nie słyszysz jeszcze tego, co byśmy chcieli abyś ty słyszał, to musisz dalej nad sobą pracować. Jeszcze nie dość zmieniłeś samego siebie - musisz jeść nasze produkty.
"Rytuałem" powitalnym było potrząsanie firmowym pudełkiem, w którym znajdowały się preslingi (tabletki). Liderzy zapewniali, że zjadają ich jednorazowo od 7-10 sztuk dziennie. Mówili przy tym z udawanym współczuciem: My wiemy - zostawiła cię rodzina, odwrócili się od ciebie przyjaciele, nie chcą pożyczyć ci pieniędzy na zakupienie produktów Herbalife!, zazdroszczą ci, że osiągniesz sukces, nie dają ci szansy.
Nie martw się; my jesteśmy twoją rodziną. Musisz być z nami, bo sam zginiesz. Kiedy masz problemy, nikt cię lepiej od nas nie zrozumie. Z nami zapomnisz o problemach, bo tak jak my będziesz żył bez kłopotów finansowych, na wyższej stopie życiowej. Popatrz na nas. Mimo dojrzałego wieku (liderzy to głównie osoby po 50-tce) czujemy się świetnie, wyglądamy młodo, mamy dużo energii! To, że dzisiaj osiągnęliśmy sukces zawdzięczamy temu, że usłyszeliśmy!
Na mityngach organizowanych w naszym biurze nieraz byłam świadkiem pomawiania pracowników innych firm, również zajmujących się bezpośrednią dystrybucją. Porównywano ich do: mrówek pracujących dla pasożyta.
Transwestyci naszym wzorem!
Z okazji 5-lecia istnienia firmy szykowano wielkie przyjęcie. Gwiazdą wieczoru miała być - co mocno podkreślano - sama Tina Turner, która rzekomo je produkty Herbalife. Zresztą jej piosenki są hasłem firmy. Cała ta szumna impreza miała się odbyć w Czechach podczas 2-dniowego szkolenia. Mocno nas zachęcano do obecności - pojechałam.
W sobotę wieczór była wielka feta i atmosfera napędzania emocji. Jednak ku naszemu zdziwieniu, do sali zamiast oczekiwanej Tiny, wskoczyło kilku transwestytów w damskich ciuszkach. Tańczyli w rytm odtwarzanych piosenek Tiny, ku radości liderów z "udanego występu" - chały!
Podczas niedzielnego szkolenia czeska liderka firmy pouczała nas: Ci transwestyci niby tacy inni a jacy zabawni, radośni, silni osobowo. Osiągają taki stan ducha dzięki temu, że są razem! Potwierdziło to tylko moje podejrzenia.
Niedziele i Dzień Matki w wydaniu Herbalife
Tych szkoleń było tyle, że sama już dokładnie nie pamiętam podczas którego czeska liderka firmy Herbalife przekonywała: Macie pracować przez sześć dni w tygodniu a siódmego wypoczywać. Tym szczególnym dniem ma być piątek. Żadnych domowych prac - pełny relaks!
Niedzielę spędzajcie, idąc w gości lub sami ich do siebie zapraszając. Pamiętajcie jednak, aby mimochodem wspomnieć w rozmowie o firmie lub puścić kasetę video z jej nagraniami. Ma to wyglądać naturalnie i przypadkowo!
Dnia 26 maja br. czyli w Dzień Matki, mieliśmy oczywiście kolejne szkolenie. Tym razem jednak czeska liderka firmy przyjechała szkolić nas do Polski. Sporo mówiła, ale mnie szczególnie utkwiło wtedy w pamięci jedno jej zdanie: Ja jestem waszą matką i choćby wszyscy od was odeszli ja was przygarnę! Czyż nie jest to wzruszające? Ja jednak miałam już dosyć!
Trudne rozstanie
Im dłużej przyglądałam się ogłupiającym szkoleniom i współpracy z firmą bez jakiegokolwiek wynagrodzenia (a pracowałam już tu ładnych kilka miesięcy), dochodziłam do coraz większego przekonania, że jestem jedną z wielu ofiar manipulacji jej liderów. Postanowiłam więc definitywnie zerwać "współpracę" z rybnickim biurem Herbalife.
W związku z tym napisałam do polskiej Centrali (mającej swoją siedzibę pod Warszawą) oficjalne pismo o mojej rezygnacji. Powiadomiłam też o tym tutejszych liderów firmy.
Wynikła z tego powodu niezła awantura. Codziennie miałam kilka niemiłych telefonów. Jeden pan (znajomy lider ze szkoleń) nawet mi groził: mamy pani namiary. Będziemy panią sprawdzać! Inny (również znajomy) zagroził mi w cztery oczy, że mnie zrzuci ze schodów rybnickiego biura firmy.
Skąd ta agresja? Otóż zaczęłam mówić otwarcie dzwoniącym do mnie w sprawie pracy: Jest to firma Herbalife. Współpraca rozpoczyna się od podpisania i wykupienia licencji za 360 zł. Następnie należy wykupić pakiet artykułów firmy za 14 tys. zł. - wtedy staje się pan/pani hurtownikiem i sprzedawcą, tworząc własną sieć marketingową.
Tego przecież nie wolno było od razu mówić! Poza tym za moim przykładem zrezygnowało ze współpracy z firmą jeszcze kilka innych osób.
Są jednak i takie, które chętnie by to uczyniły ale boją się, że nie odzyskają wtedy swoich pieniędzy, które "zainwestowały", wykupując pakiet towarów za 14 tys. zł. celem rzekomego awansowania. Owszem, część tego towaru można odsprzedać znajomym i dalszej rodzinie, ale co zrobić z niemałą resztą tych "superproduktów"?
Wielu osobom podpowiedziałam już jaki jest tryb postępowania odnośnie zwrotu "reszty" zapasów do hurtowni. Części z nich już się udało odzyskać swoje pieniądze, a co najważniejsze odzyskali ponownie poczucie godności oraz opinię człowieka prawego, uczciwego i co istotne; wolnego.
Chcę jasno powiedzieć, że nie mam tu jakichś zastrzeżeń co do mojej współpracy z podwarszawską Centralą Herbalife. Wszystkie opisywane tu fakty dotyczą nadużyć zaistniałych w rybnickim oddziale firmy oraz na organizowanych (lub współorganizowanych przez ten oddział) zagranicznych szkoleniach.
Osoby działające i bliżej zainteresowane zerwaniem swojej "współpracy" z niegodziwymi praktykami stosowanymi w rybnickiej sieci dystrybutorów bezpośredniej sprzedaży firmy Herbalife proszę o kontakt.
Janina Świerczyna
Adres do wiadomości Redakcji
Pani Janina zgłosiła całą sprawę u prokuratora w Rybniku. W październiku b.r. spisano protokół. Jak się wtedy dowiedziała, firma Herbalife była już w swoim czasie sprawdzana przez dwie państwowe jednostki kontrolujące. Nie dopatrzono się u niej żadnych uchybień prawnych. Ze swej strony apelujemy o zgłaszanie podobnych informacji i obiecujemy, że będziemy informowali naszych czytelników o dalszym przebiegu tej sprawy.
Redakcja

