Władza, pieniądze i kariera są bóstwami dilerskich kultów
Idziecie ulicą większego miasta a tu nagle ktoś Wam do ręki wciśnie karteczkę z tekstem obiecującym niewiarygodny zysk za dwie godziny pracy dziennie. Właśnie spotkaliście jednego z werbowników kultów dilerskich
Nie idzie tu o religię w pełnym tego słowa znaczeniu. Ich obiektem czci nie jest ani Bóg, tym bardziej jakiś sekciarski przywódca. Kultem kariery firm takich jak Herbalife, Amway czy Vanilla są pieniądze i kariera połączona z awansem w dystrybutorskiej hierarchii. Jeśli jednak na tę z pozoru niewinną ekonomicznie aktywność popatrzymy z bliska, zauważymy, że w większości nosi znamiona religijnego ekstermu.
Gigantyczna handlowa piramida obiecuje karierę
Multilevelmarketingowe (MLM) firmy zaczęły przenikać do Czech i na Słowację po upadku żelaznej kurtyny przede wszystkim z USA. Zaraz na początku (najbardziej w Czechach) odniosły wielki sukces, w tym czasie bowiem w społeczeństwie panował bezkrytyczny podziw dla wszystkiego, co niosło znamiona zachodniego stylu życia.
Firmom MLM wystarczyło, aby używały retoryki typu... komórkowa odżywka najwyższej jakości z USA, albo... umożliwimy Wam zarobki na poziomie porównywalnym ze średnią na Zachodzie i od razu odnosiły sukces.
Obrońcy Multilevelmarketingu przedstawiają go, jako jedyną alternatywę wobec normalnego handlu detalicznego i w przeciwieństwie do niego według nich przedstawia same zalety.
Tradycyjna ekonomika jest podobno martwa - do roku 2000 znikną z ulic wszystkie sklepy - i cały towar od szpilki aż po samochody ciężarowe będzie można kupować jedynie poprzez sieć dystrybutorów MLM.
W strukturze MLM na jednej stronie stoi firma produkująca wyroby a na drugiej dystrybutorzy, którzy są także klientami firmy. Starają się kontaktować z jak największą liczbą ludzi i przekonać ich, aby i oni stali się dystrybutorami, albo aby od nich chociaż kupowali jak najwięcej produktów (czasami niepewnej jakości i za wygórowaną cenę).
Każdy dystrybutor pracuje sam na siebie na żivnostensky list (tzn. musi być zarejestrowany jako przedsiębiorca - przyp. tłumacza), towar odbiera od firmy MLM za 50% wartości ostatecznej detalicznej ceny i stara się zyskać dla siebie następnych dystrybutorów.
Czym większy jest jego tzw. down-line, tym większą ma nie tylko zniżkę na towar, ale i pozycję w hierarchii; do tego zalicza się oczywiście także w jej ramach prestiż i różne przywileje. Jednak to paradoks: chociaż multilevelmarketingowy sposób sprzedaży jest prezentowany jako najefektywniejszy, aż 70% produkcji rocznej tych firm zużytkują ich dystrybutorzy.
Powodem jest nie zmieniająca się zasada, że każdy dystrybutor musi być użytkownikiem tego, co sam sprzedaje. Z tego powodu mniej niż l/3 towaru jest sprzedawana prawdziwym klientom, którzy nie uczestniczą w dalszej tego typu sprzedaży.
Sposoby pozyskiwania nowych uczestników do gigantycznej handlowej piramidy bardzo plastycznie przypominają metody werbowania nowych członków sekt (np. Świadków Jehowy, scjentologów czy sekty Moona). Firm multilevelmarketingowych jest bardzo dużo i różnią się w niektórych punktach. Jako przykład modelowy weźmiemy najbardziej znaną z nich - Herbalife International.
Chcesz umrzeć albo stać się bogatym?
Produkty firmy Herbalife dostały się do Czech i na Słowację z USA przez RFN. Powodem, dzięki któremu za parę tygodni udało się osiągnąć dystrybutorom tej firmy taki fantastyczny sukces jest wyrafinowane użycie psychologicznej taktyki: 1. wywołanie strachu, 2. wywołanie zazdrości, 3. propozycja "życiowej" okazji.
Ta trójfazowa koncepcja w dobie społecznego klimatu lat dziewięćdziesiątych funkcjonowała wyśmienicie. W społeczeństwie, które co dopiero przebudzało się z letargu totalitaryzmu, łatwo można było wywołać strach przed śmiercią czy obawę o nadwyrężony stan zdrowia.
Zazdrość wobec tych, którzy mają pieniądze, jest właściwa większości Czechów i Słowaków - fakt, że ktoś socjalnie stoi lepiej, ludzie (przede wszystkim w Czechach) zazwyczaj starają się tłumaczyć tak, że nakradł lub tym podobnie.
W takiej sytuacji zyskała ogromny sukces retoryka: Zostańcie dystrybutorem, a zarobicie ogromne pieniądze - możliwe, że to jest Wasza ostatnia szansa. Firmie Herbalife w ten sposób udało się pozyskać kilkaset dystrybutorów i tysiące klientów.
W strategii firm MLM bardzo łatwo można znaleźć podobieństwo z taktyką werbowania w destruktywnych sektach i kultach. W ich przypadku wywołanie strachu odbywa się na przykład, poprzez przepowiednie końca świata (u Świadków Jehowy czy Rodziny) czy informacje, że wszyscy, którzy nie należą do konkretnej społeczności skończą w piekle, umrą na wieki i podobnie.
I chociaż na pierwszym planie nic jest to pewne, także sekty wykorzystują uczucie zazdrości. Na przykład Świadkowie Jehowy (jak i dystrybutorzy firm MLM) są uczestnikami kursów, podczas których uczą się, jak należy się zachowywać wobec potencjalnego klienta - wyrafinowane sposoby komunikowania opierają się na wywołaniu uczucia, że jeśli się do ich społeczności nie należy i nie wyznaje się tego samego życiowego creda, życie traci sens.
W obu przypadkach sukces tych grup u pewnych typów ludzi zaczyna się od zazdrości, że ktoś znalazł sens życia, a oni go jeszcze nie mają. Dla człowieka przeżywającego te uczucia propozycja członkostwa w tej zamkniętej grupie staje się potem takim wybawieniem jak deszcz na pustyni.
Jak się stać dystrybutorem
Dla każdego, kto sprzedaje produkty Herbalife w gruncie rzeczy nie chodzi o to, ile on sam sprzeda produktów, ale czy uda mu się zwerbować pożądaną ilość ludzi do hierarchii. Dlatego dystrybutorzy stoją w metrze, na przystankach tramwajowych, po prostu wszędzie tam, gdzie jest większa ilość ludzi, i rozdają karteczki z krótkim tekstem, które są w treści sobie podobne:
Oferuję pracę na dwie godziny dziennie; sam pracuję trzy godziny i zarabiam 30 000 sk miesięcznie albo: Szukam dla swojej rozwijającej się, firmy człowieka odpowiedzialnego - zarobek 10 000 sk tygodniowo, czy też zwyczajnie: Chcecie zmienić swoją sytuację finansową NAPRAWDĘ? - proszę dzwońcie 0905(..).
Tego, który ulegnie tej podejrzanej propozycji, zazwyczaj zapraszają na mityng. Bardzo szybko stwierdzi, że nie jest tam sam.
Jak myślicie, czego ludzie najbardziej pragną? - zwraca się w stronę do połowy pustej sali kobieta w średnim wieku w eleganckiej bluzce. Szczęścia i zdrowia - odpowiada mężczyzna w pierwszym rzędzie. Tak, zdrowia - z tym się zgodzę, no powiedzmy, ale co może być tą drugą rzeczą?
"Może to są pieniądze?" - stara się zgadnąć młody człowiek z drugiego rzędu. Właśnie! Zdrowie i pieniądze! W oczach pani Marii Ćermakovej pojawia się entuzjazm. I o tym tu będzie mowa. O obu tych sprawach.
Rozpoczyna się nie bardzo dynamiczny wstępny wykład, w czasie którego słuchacze dowiadują się, że organizacja szuka odpowiedzialnych i solidnych kandydatów. To wystarczy. Resztę zabezpiecza firma. Nie jest wymagana matura ani wyższe wykształcenie, dlatego że cała czynność firmy jest nietypowa łącznie z zarobkami.
Tych ponoć w żadnym wypadku nie można porównywać z zarobkami w przedsiębiorstwach państwowych a tym bardziej prywatnych - tam też przecież grozi ciągłe niebezpieczeństwo bankructwa. Na szczęście firma Herbalife podobno osiągnęła pięciokrotną zwyżkę swojego obrotu i dokładnie o tyle musi podnieść liczbę wszystkich współpracowników na wszystkich szczeblach.
Na podium wchodzi Pan Martin Sedlak. Wita go ogromny aplauz reszty dystrybutorów Herbalife, którzy celowo siedzą porozrzucani między publicznością. Przed słuchaczami odkrywa fantastyczne losy matki prezydenta firmy Marka Hughesa.
Daremnie starała się zrzucić parę kilogramów. Rozpoczęła z tego powodu odwiedzać lekarza, który jej przepisywał na schudnięcie różne leki. Wkrótce potem umarła w następstwie przypadkowego przedawkowania tych właśnie preparatów, a wtedy osiemnastoletni Mark wytyczył sobie wspaniały cel: będzie pomagać innym ludziom w regulacji swojej wagi ciała i wzmacnianiu zdrowia.
I tak właśnie powstała w 1980 roku firma Herbalife, która przyniosła na rynek komórkową odżywkę. Wykład Martina Sedlaka dopełnia przegląd grafik ze wzrastającymi krzywymi zysków.
Słuchacze dowiadują się, że firma Herbalife przygotowuje się do podniesienia obrotu z miliarda do pięciu miliardów. Według nich Herbalife znajduje się na pierwszym miejscu firm zyskownych (a to jest przecież kłamstwem!) - podobno dlatego też logicznym staje się przekonanie, że wiek komputerów się skończył.
W tabelce, wyświetlanej na ekranie, gdzieś na spodzie znajdują się dwie firmy komputerowe, zaś zaraz u góry pięć firm zajmujących się zdrowiem i żywnością.
Oczywiście Herbalife jest na pierwszym miejscu specjalnie oznaczona flamastrem. Lata dziewięćdziesiąte są czasem zdrowej żywności - odkrywa rzeczywistość przed słuchaczami prelegent.
Nasze statystyki wskazują, że 70% ludzi cierpi z powodu komórkowego niedożywienia... - przed publicznością stoi Pani Jozka Wenkeova, jedna z czołowych osobistości Herbalife w Czechach, członek tzw. Taeniu Milionerów.
Niedożywienie ma podobno trzy fazy. Pierwsza z pozoru jest niewinna. ponieważ z nią się nie chodzi do lekarza. Zmęczenie, ból głowy itd. W drugiej fazie pokazuje się migrena, cukrzyca, nadwaga. bóle kręgosłupa i inne dolegliwości.
Dopiero potem ludzie chodzą do lekarza. Otrzymają alnagon, valetol albo inne preparaty na wytłumienie boleści, zaś prawdziwych przyczyn medycyna nie zauważa - a to według Wenkeovej jest jej głównym problemem. Medycyna pomoże w wielu przypadkach, ale nie jest w stanie się z nimi uporać definitywnie. Zaś produkty Herbalife na pewno!
Wenkeova swoich słuchaczy zbija z tropu swoim fanatycznym głosem. Artykuły Herbalife pomogą podobno nawet w przypadkach chorób cywilizacyjnych, takich jak martwica mózgu, zawał czy choroby nowotworowe. Główny wyrób, na którym się opiera sukces Herbalife International, ma nazwę Komórkowa odżywka.
Jest to pięcioskładnikowy artykuł spożywczy (niektórzy dystrybutorzy głoszą, że jest to raczej lek), który wszyscy ludzie współpracujący z organizacją spożywają. Później odbywa się przegląd następnych produktów, które powodują stratę apetytu i głodu, absorbują tłuszcze, poprawiają wygląd itp. Wykład Jozky Wenkeovej jest składny i przekonujący.
Na podium wchodzi inż. Hajek: Jesteście Państwo jacyś smutni. Ale teraz będziemy mówić o pieniądzach, dlatego myślę, że to Was rozweseli. Na pewno chcielibyście być wynagradzani tak jak ludzie na Zachodzie? Pan Hajek jest ubrany w garnitur, który leży na nim jak ulał i mówi bardzo pewnie.
Podobno przedtem pracował w bankowości i miał ciągłą możliwość widzieć, jakie się wokół niego przesuwały pieniądze, chociaż do niego nie należała ani jedna korona. Wyliczył sobie, że na mieszkanie i na samochód było by mu potrzeba półtora miliona. Zdecydował, że je zarobi za pięć lat.
Kto by też tak chciał a nie wie z pewnością, że mu szef na jego żądanie będzie płacić np. 25 000 miesięcznie, to Herbalife jest okazją właśnie dla niego, ale także dla tych, którzy pragną sobie dorobić 4000 sk do swojej emerytury czy stypendium.
Pan Hajek kontynuuje: Zaczyna się wszystko od tego, że z firmą Herbalife podpiszecie Państwo umowę i zakupicie międzynarodowy handlowy pakiet, w którym się znajduje mnóstwo artykułów.
Dzięki temu zyskujecie aż cztery prawa. Pierwszym jest, że otrzymujecie możliwość pracy ze światowym potentatem w sferze dietetyki, następnie, macie zniżkę 25% na wszystkie jej produkty. Możecie wybudować własną firmę.
Nie jesteście ograniczeni żadnym pułapem. To znaczy: ile wypracujecie, według tego Was firma wynagrodzi. Jednym z wariantów zarobku są tzw. czeki królewskie, które Wam będą wypłacane w frankach francuskich jako premia za konkretną ilość odebranego towaru z hurtowni.
Czwartym prawem jest to, że firma organizuje szkolenia... Brzmi to wspaniale. Niektórzy na sali wpadają w zachwyt. Zysk detaliczny jest przeznaczony dla ludzi, którzy pragną sobie dorobić dwa-trzy tysiące do swojej wypłaty. To jest za to, że częściowo pracujecie w tej informatyce...
Młoda dziewczyna w środku rzędu: "Chciałabym się zapytać, co Pan rozumie pod pojęciem informatyka? Informatyka to jest przekazywanie informacji... - odpowiada Hajek.
Jednak w słowo mu wpada Wenkeova: Jeśli Pani jest niezadowolona ze sposobu prowadzenia naszej prezentacji, to my na chwilę poczekamy a Pani nas może opuścić. Ja się z Panią żegnam!
Pani Ćermakova: Mamy tu absolwentów szkoły wyższej informatyki, dlatego my wiemy, co to jest informatyka. "Ja skończyłam studia z informatyki u to jest zupełnie coś innego niż rozpowszechnianie waszych produktów.." - oponuje dziewczyna. Proszę wykorzystać swoje studia w jakiejś innej firmie. Nie wytrzymała Pani do końca i już Pani nie zostanie. Żegnam.
Wenkeova wyrzuca dziewczynę z pomieszczenia. A wykład Pana Hajka jest kontynuowany...
Czy multilevelmarketing jest religią?
Jeśli byśmy chcieli bez jakiegokolwiek zastanowienia włożyć firmy multilevelmarketingowe między sekty religijne, to wywołalibyśmy tu terminologiczny bałagan. Jeśli, wychodzimy z założenia, że religia to przede wszystkim system, który usiłuje odpowiedzieć na transcendentne pytania, przy czym odpowiedzi nie można potwierdzić empirycznie, to jako oczywiste to zaszeregowanie musimy odrzucić.
Ponadto Herbalife nie stara się dawać żadnych odpowiedzi na pytania - chodzi mu przeciwnie o osiągnięcie zupełnie konkretnych celów. Jeśli jednak popatrzymy na wpływ firm MLM na człowieka i jego zachowanie, odnajdziemy zaskakującą zgodność z wpływem sekt na psychikę ludzką. Celem każdej sekty jest totalne opanowanie uczuć i myślenia swoich członków.
Jednym ze sposobów jest odcięcie danego człowieka od kręgu swoich byłych przyjaciół i rodziny. Kontakty ze środowiskiem, w którym dopuszcza się krytyczne myślenie, są niedopuszczalne. Jak tylko osobnik w kultach dilerskich uwierzy, że Pieniądze i Sukces są prawdziwym sensem życia, sam sobie zniszczy krąg swoich przyjaciół.
Zróbcie sobie listę wszystkich swoich znajomych. To jest właśnie Wasz największy kapitał - radzą werbownicy firmy Amway. Oni są Naszymi potencjalnymi klientami, wystarczy jedynie zatelefonować i zaproponować im nasze wspaniałe produkty.
Charakterystycznym dla kultów dilerskich jest, że większość relacji międzyludzkich sprowadzają do pytania: Kupi? Nie kupi? W sektach nie wolno zadawać pytań. W firmach MLM też nie, o czym świadczy przedstawiony powyżej incydent z jednego z mityngów.
Ciekawostką jest, że niektórzy z socjologów zauważają cechy niektórych współczesnych przejawów ekonomicznych, które w niektórych przypadkach, przy konkretnym typie ludzi, zastępują brakujące rodzinne środowisko czy też socjalne relacje; ta właśnie cecha jest charakterystyczna dla sekt religijnych.
I chociaż Herbalife i jej podobne firmy nie są organizacjami religijnymi, jej wewnętrzny dynamizm jest przyczyną, że niektórzy ludzie w jej szeregach zachowują się tak, jakby to była religia. To zjawisko odnaleźlibyśmy także w partiach politycznych: przynależność jest ważniejsza od celów politycznych, które głoszą. Podobnie w sektach treść doktryny, którą się przedkłada swoim członkom jest dopiero na drugim miejscu.
Wydawać by się mogło, że obojętni wobec multilevelmarketingu są jedynie ludzie, którzy żyją według zasady: Zanim uwierzysz - niedowierzaj. Sądzę, że grupa społeczna, w której prawdopodobieństwo sukcesu sekt jest wyższe niż u przeciętnej populacji w dużej mierze pokrywa się z potencjalnymi dystrybutorami firm typu network-marketing.
Jan Kotrć
Czasopismo: Rozmer (Słowacja)
Rozmer 4/99: str. 6-8 (Rk, Mr)

